<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Różaniec - modlitwa zawierzenia... &#187; Artykuły</title>
	<atom:link href="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/category/pl/artykuly/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl</link>
	<description>dawniej rosary.katolik.pl</description>
	<lastBuildDate>Fri, 21 Oct 2011 08:55:37 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Z codzienności w świętość</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/z-codziennosci-w-swietosc/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/z-codziennosci-w-swietosc/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 Oct 2011 20:56:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[pl]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/?p=663</guid>
		<description><![CDATA[         ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div><strong>Magdalena Pobikrowska</strong></p>
<p><em>Połączyć na co dzień życie głębokiej modlitwy z intensywną pracą? Niejeden człowiek, nawet niekoniecznie zapracowany, powie: To niemożliwe! A jednak są tacy, którym to się udaje, bo całą codzienność zanurzają w Bogu i wszystko od Niego zaczynają.</em></p>
<p>Wertując archiwum redakcyjne, natknęłam się na tajemniczy, nieco pożółkły zeszyt wypełniony krótkimi wypowiedziami sióstr loretanek. Pierwszy przeczytany przeze mnie fragment brzmiał tak: „Dużo pracował, ale też dużo się modlił i chyba w modlitwie szukał światła do swojej pracy” (siostra Rafaela). Odwracam głowę i patrzę na portret ks. Ignacego Kłopotowskiego. Spojrzenie jego mądrych oczu i delikatny uśmiech utwierdzają mnie w przekonaniu, że tajemniczy zeszyt to zbiór wspomnień dotyczących tego niepospolitego kapłana, kilka lat temu ogłoszonego błogosławionym.</p>
<p><strong>Praca – droga do nieba</strong></p>
<p>Zawsze interesowała mnie codzienność. Jak ją opisać, jak zbadać, jak ocenić? Jest przecież niezauważalna, ukryta w zabieganiu i trudach dnia, a jednak jest najważniejsza. Ojciec Ignacy często powtarzał: „Od jakości twego życia na ziemi zależy życie wieczne”, czyli: od jakości mojej codzienności, od mojego zaangażowania w pracę, od mojego zwykłego kontaktu z drugim człowiekiem, od codziennej modlitwy, od codziennego zawierzenia zależy moja świętość. Bł. ks. Ignacy głęboko wierzył, że „świętość jest dla każdego człowieka dostępna i stanowi jego prawdziwą wielkość”. Jak ją jednak osiągnąć? Z zainteresowaniem wertuję kolejne stronice znalezionego zeszytu. Jestem ciekawa, czy te zapiski podpowiedzą mi, co zrobić, by moja praca doprowadziła mnie do nieba.<br />
Codzienność bł. ks. Ignacego była wypełniona pracą i modlitwą. Benedyktyńskie hasło „ora et labora” często pojawiało się na jego ustach. Zachowanie równowagi między modlitwą a pracą polecał wszystkim: „Ten przejdzie przez życie najlepiej – pisał – i najłatwiej, kto jak Chrystus modli się i pracuje”; „Bez modlitwy nie doczekasz się w życiu prawdziwych owoców twej pracy”. Siostry, które go znały, potwierdzają w zapiskach, że sam był człowiekiem modlitwy i niezwykłej pracowitości. W spełnianiu swoich obowiązków był sumienny, co do środków – postępowy, o czym świadczy posługiwanie się drukarnią jako najnowocześniejszym wówczas środkiem ewangelizacji. Cenił mądre zdanie innych i szanował każdą pracę, nawet najprostszą pracę w kuchni, przy sprzątaniu, w ogrodzie, bo „każdy czyn najskromniejszy, najniepozorniejszy, byle w stanie łaski, z myślą o Bogu spełniany i Jemu ofiarowany, przynosi nam korzyść i nagrodę, jeśli nie w tym, to w przyszłym życiu”.</p>
<p><strong>Dla Boga, nie dla świata</strong></p>
<p>Ksiądz Ignacy był człowiekiem ewangelicznej gorliwości. Skąd czerpał swój zapał? Dlaczego tyle pracował? Dlaczego praca była dla niego tak wielką wartością? Często podkreślał, że Pan Bóg wyznaczył każdemu obowiązki, ten zatem, kto je dobrze wykonuje, spełnia wolę Ojca i otrzyma nagrodę. Praca jest zasługą przed Bogiem, gdy spełnia się ją na Jego chwałę i pożytek bliźniego. „Pracując w imię Boże i uczciwie, posiądziecie największy skarb, największe szczęście, to jest głębokie zadowolenie ze spełnionego obowiązku, poważanie u bliźnich i spokój sumienia, a wreszcie nagrodę wieczną. Wyryjcie w sercach waszych cześć religii, cnoty i pracy”. W takim duchu spełniane nasze codzienne obowiązki i zadania muszą zaczynać się od modlitwy i same stawać się modlitwą. Założyciel Zgromadzenia Sióstr Loretanek wielokrotnie powtarzał, że bez Bożego błogosławieństwa nic się nie uda. On sam umocniony łaską nie poddawał się zniechęceniu. Jego postawę w trudnej sytuacji ilustruje jeden z listów do czytelników: „Jest praca dla chleba, którą ludzie wykonują z konieczności, ale jest też inna praca – dla chleba duszy. Z potrzebą takiego chleba niewiele osób się liczy i nie każdy odważa się na ciągłe przykrości, ale jeśli je znosi, jakże głośno o tym mówi (…). I rzuca pracę dla idei. Dlatego mamy upadek wielu pięknych dzieł (…) spowodowany zniechęceniem. Zniechęcenie widać we wszystkich kierunkach, ale nie powinno go być w pracach podejmowanych dla Boga. Kto dla Boga pracuje, temu ludzie nie przeszkodzą, jak nie przeszkodzili Zbawicielowi, Panu Jezusowi, choć Go ukrzyżowali. Przykład ten powinien nam wciąż stać w pamięci w pracach podejmowanych w imię Boże dla bliźnich. (…) Nie ustawajmy w pięknych dziełach. Bóg i Ojczyzna wymagają ich od nas, a ci, co ich nie doceniają, co złośliwie krytykują, są najczęściej najlepszymi doradcami. (…) Nie upadajcie w swoich dziełach”.<br />
Całe życie bł. ks. Ignacego (zakończone 7 września 1931 r. w wigilię święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny) było wypełnione modlitwą i pracą. Prekursor prasy katolickiej wiele czasu spędzał na modlitwie, wiedząc, że codzienna praca musi być zanurzona w Bogu, a także powinna być przedłużeniem spotkania z Nim. Przekonany o słuszności swojej misji, obdarzony temperamentem i ewangeliczną gorliwością, zrobił wszystko, co mógł, aby swoją codzienną pracą zasłużyć na niebo. Był człowiekiem twardo stąpającym po ziemi, ale jednocześnie ufnie wpatrzonym w niebo. Każde jego działanie zaczynało się od spotkania z Tym, któremu oddawał swoje pomysły i swoje obowiązki. Panie, naucz mnie modlić się pracą i spraw, by moja modlitwa przemieniała mnie i przynosiła owoce w mojej codzienności.</p></div>
<blockquote>
<h3 style="text-align: center;"><strong>Tekst pochodzi miesięcznika Różaniec</strong></h3>
<div style="width: 405px; clear: both; margin: 0 auto;"><img class="size-full wp-image-630 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-IX-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okladka-IX-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-629 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okl.-czerwiec-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okl.-czerwiec-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-624 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-II-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/02/R-okladka-II-2011.gif" alt="" width="130" /></div>
<p style="text-align: center;"><span style="clear: both; display: block;"><br />
Zachęcamy także do odwiedzania strony internetowej pisma <a  href="http://www.rozaniec.eu" target="_blank">www.rozaniec.eu</a>.</span></p>
<p style="text-align: center;">O “Różaniec” pytaj w sklepach sieci EMPiK,<br />
księgarniach religijnych i parafialnych.<br />
Prenumeratę miesięcznika możesz zamówić<br />
w Wydawnictwie Sióstr Loretanek: Warszawa, ul. Żeligowskiego 16/20<br />
tel. (22) 673 58 39, e- mail: prenumerata@loretanki.pl</p>
<p style="text-align: center;"><a  href="http://www.loretanki.pl" target="_blank">www.loretanki.pl</a></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/z-codziennosci-w-swietosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ewangeliczny konkret życia</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/ewangeliczny-konkret-zycia/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/ewangeliczny-konkret-zycia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 Oct 2011 20:55:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[pl]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/?p=661</guid>
		<description><![CDATA[         ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div><strong>br. Andrzej Kazimierski MBJ</strong></p>
<p><em>Z racji swojej głębokiej formacji duchowej i wykształcenia mogliby zajmować w środowiskach pracy kierownicze stanowiska. A jednak wybierają prace najcięższe, najmniej popularne i najniżej opłacane&#8230; To Mali Bracia Jezusa (red.).</em></p>
<p>Kiedy bracia zaproponowali mi, żebym odpowiedział na prośbę Redakcji i napisał coś na temat znaczenia pracy w rozumieniu naszym i bł. brata Karola de Foucauld, od razu przypomniał mi się pewien ksiądz robotnik z Francji, który powiedział, że po pierwszym miesiącu pracy napisał o tym książkę, po roku artykuł, ale po latach pracy trudno mu już było cokolwiek napisać. Jestem w podobnej sytuacji, z tą różnicą, że do tej pory nie napisałem żadnej książki ani artykułu, a ręka nie nawykła do pióra. Praca stała się w moim życiu czymś tak naturalnym i zwykłym, że nie bardzo wiedziałem, o czym tu pisać.</p>
<p><strong>Powołani do pracy</strong></p>
<p>Praca od samego początku stworzenia była zasadniczym wymogiem ludzkiego życia. Kiedy Syn Boży stał się człowiekiem, był posłuszny temu warunkowi, pracując jako cieśla, po nauczeniu się tego zawodu od swego przybranego ojca, Józefa. Jezus wybrał życie i pracę skromnego pracownika fizycznego. On, Osoba Boska, mógł wybrać wiele innych możliwości, aby być kimś ważnym w ówczesnym społeczeństwie, choćby kimś związanym ze świątynią. Ale nie skorzystał z tej sposobności, lecz przyjął postać zwykłego mieszkańca Nazaretu, pozostając solidarnym z ludźmi, którzy żyli z pracy własnych rąk. I w tym widzialnym przejawie nie był uznawany za kogoś wielkiego – ludzie po prostu uważali Go za zwykłego syna cieśli z Nazaretu.<br />
Właśnie to życie Jezusa w Nazarecie, rozumiane jako tajemnica uniżenia się Osoby Boskiej, by dzielić życie z ubogimi ludźmi, poruszyła i zafascynowała brata Karola i w konsekwencji naznaczyła całą jego duchowość i drogę życia, jaką przebył po swoim nawróceniu. 22 lipca 1905 r. w Tamanrasset pisał: „Obierz sobie za cel życie nazaretańskie we wszystkim i ze wszystkim, z całą jego prostotą i w całej rozciągłości. Żadnego szczególnego ubioru – jak Jezus w Nazarecie, żadnego mieszkania w oddaleniu od miejsc zamieszkanych – jak Jezus w Nazarecie; nie mniej niż 8 godzin pracy dziennie (ręcznej lub innej, o ile możności ręcznej) – jak Jezus w Nazarecie; ani rozległych posiadłości, ani okazałych siedzib, ani wielkich zarobków, ani nawet hojnych jałmużn, ale skrajne ubóstwo we wszystkim – jak Jezus w Nazarecie…”.</p>
<p><strong>Praca źródłem utrzymania</strong></p>
<p>Również dla nas, Małych Braci Jezusa, którzy podążamy duchową drogą brata Karola, pójście za Jezusem to realizowanie tego, co On realizował, czyli dzielenie życia ze zwykłymi ludźmi, szczególnie w solidarności z ubogimi, to znaczy z tymi, których Ojciec uważa za swych uprzywilejowanych: z cichymi, odrzuconymi, zmarginalizowanymi we współczesnym świecie. Zgodnie ze wskazaniami brata Karola idziemy do tych, którzy są oddaleni od Kościoła, dla których sprawy wiary są często obce.<br />
Trzeba od razu zaznaczyć, że dla nas praca to jedyne źródło utrzymania. Nie możemy żyć z datków, ofiar, procentów bankowych czy pieniędzy pobieranych za „usługi religijne”. Utrzymujemy się z tego, co zarobimy pracą własnych rąk, tak jak ogół społeczeństwa.<br />
Wybór zajęcia i środowiska zależy przede wszystkim od samego brata, jego możliwości i wykształcenia oraz osobistych preferencji. Nie zawsze można robić to, co by się chciało. Przeważnie trzeba zaakceptować to, co oferuje rynek pracy. Aktualnie najłatwiej podjąć pracę w dużych marketach i tam najszybciej bracia znajdują zatrudnienie.<br />
W Polsce bracia wykonywali różne prace: murarza na budowie, listonosza, drwala w lesie, hutnika przy piecu, robotnika w fabryce izolującej rury czy przy naprawach taboru autobusowego, a także pracę piecowego w cukierni i magazyniera. Dzisiaj bracia pracują jako pomoc w szkole dla niepełnosprawnych, w pralni i oczywiście w markecie przy rozkładaniu towaru. Są już wśród nas emeryci. Nie szukamy kierowniczych miejsc pracy, takich, przy których mielibyśmy zarządzać kimś czy nadzorować pracę innych, ponieważ takie funkcje od razu zaburzają proste relacje ze zwykłymi pracownikami.</p>
<p><strong>…sposobem na ewangelizację</strong></p>
<p>Zdarza się, że nawet bardziej zaangażowani chrześcijanie, którzy pytają, w jaki sposób głosimy Ewangelię w swoich miejscach pracy, dziwią się, słysząc naszą odpowiedź, że nie o to nam chodzi. Idziemy do ludzi, by przede wszystkim stawać się ich braćmi i uczyć się ich kochać – tak po prostu, bezinteresownie. Oni wszyscy stają się obecni w naszych sercach i polecamy ich wszystkich w modlitwie Panu. Okazuje się niejednokrotnie, że to ci, wśród których pracujemy, ewangelizują nas – bo mają więcej prostoty, są bardziej hojni, otwarci, bezinteresowni i nie są obłudni. Często bywa tak, że w chwilach kryzysów, trudności to oni stają się dla nas wsparciem. Praca wśród ludzi pozwala nam również twardo chodzić po ziemi, a nie bujać w obłokach. Koledzy, a nawet szefowie „wygarną” ci od razu i szczerze, gdy coś jest nie w porządku – i to w tak bezpośredni sposób, że w piśmie takim jak „Różaniec” nie wypada tego cytować.<br />
Podejmując pracę, na ogół nie przedstawiamy się jako zakonnicy. Raz tylko zdarzyło mi się, że próbowałem wykorzystać ten atut, kiedy w latach dziewięćdziesiątych znalazłem się z jednym z braci na Dolnym Śląsku. On pracował jako śmieciarz, a ja usilnie starałem się dopiero znaleźć jakieś zatrudnienie. Miejscowość nieduża, możliwości mało. Jednakże chodząc po mieście, zauważyłem, że jest tam dosyć duży dom dla sierot prowadzony przez siostry zakonne. Pomyślałem, że w tym miejscu chyba mogę się przedstawić jako brat zakonny, który szuka pracy. Tak też zrobiłem. A ponieważ mam wykształcenie techniczne, z uprawnieniami elektryka, powiedziałem, że szukam pracy właśnie jako elektryk lub „złota rączka”, a nawet jako osoba do sprzątania. Wyjaśniłem też, że jestem zakonnikiem, który z tego żyje. Spojrzała na mnie z niedowierzaniem i zapytała: „Może pan jest głodny i chciałby coś zjeść?”. Przyznam, ewangeliczna postawa, niemniej zrozumiałem, że tu pracy nie dostanę.</p>
<p><strong>…miejscem spotkania z Bogiem</strong></p>
<p>Znalazłem pracę z ogłoszenia wywieszonego na murze – prywatna firma potrzebowała elektromonterów do budowy banku. Przyjęli mnie, ale tym razem nie przedstawiłem się jako brat zakonny. To kierownik ekipy po paru miesiącach pracy uznał, że ze mną „coś jest nie tak”. Spostrzegł w moich dokumentach, że mam wyższe wykształcenie techniczne (on zaś był dopiero w trakcie studiów), a zatrudniłem się jako zwykły elektromonter. Mógłbym właściwie objąć jego stanowisko, bo miałem ku temu wykształcenie i praktykę. W szczerej rozmowie przyznałem się, kim jestem, i zapewniłem, że nie musi mieć żadnych obaw: nie będę chciał go zastąpić, czyli – jak się mówi w żargonie pracowniczym – wygryźć.<br />
Na co dzień raczej nie spostrzegamy, że praca to również uczestniczenie razem ze Stwórcą w dalszym stwarzaniu świata. Przy budowie budynku banku przeżyłem niecodzienne doświadczenie. Po zakończeniu prac instalatorskich, przed odbiorem, należało dokonać próby generalnej całości instalacji. Był już wieczór, gdy włączaliśmy obwód za obwodem. Robiło się coraz jaśniej, aż cały budynek i wszystkie pomieszczenia wypełniły się światłem. Nasunęły mi się wtedy słowa z Księgi Rodzaju: „Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!». I stała się światłość. Bóg, widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności” (Rdz 1, 3-4). Również naszą „światłość” komisja odbiorcza uznała za dobrą i przyjęła całe dzieło.<br />
Czasami przeżywam wątpliwości: co ja właściwie robię tutaj, to znaczy u Małych Braci? Czy nie lepiej byłoby służyć Panu Bogu widoczniej, aktywniej, skuteczniej? Albo – by być bliżej Boga, za którym się tęskni – zamknąć się w jakimś klasztorze kontemplacyjnym? Wówczas zawsze wracam do tej pierwotnej intuicji, że skoro druga Osoba Trójcy Świętej, sam Syn Boży, zdecydował się do trzydziestego roku życia mieszkać ubogo i pracować na swoje utrzymanie, prowadząc ciche i spokojne życie z Matką wśród mieszkańców Nazaretu, to nie może być to przypadek. W tym musi być sens.<br />
Lata takiego życia pozwalają mi odkrywać, że Bóg jest zawsze i wszędzie obecny – tak samo w kaplicy podczas modlitwy, jak i wtedy, kiedy o Nim nie myślimy, a czynimy to, co do nas należy. Ośmielam się twierdzić, że od chwili wcielenia się Słowa nie ma już na świecie sacrum i profanum – wszystko stało się sacrum (z wyjątkiem grzechu). To, co jest uważane za profanum: praca, odpoczynek, codzienna krzątanina wokół ludzkich spraw, spotkania i rozmowy – może być sacrum, gdyż to wszystko było również udziałem życia Syna Bożego. I tę całą ludzką codzienność spaja jedno – obecność Ojca. Kiedy w czasie działalności publicznej Jezus mówi: „Wierzcie mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie”, to słowa te odnoszą się także do Jego życia w Nazarecie.</p>
<p>Na zakończenie wyrażam radość, że to moje pisanie ukaże się w piśmie „Różaniec”, zwłaszcza że tekst powstawał w pustelni Małych Sióstr Jezusa w Częstochowie, niedaleko Jasnej Góry, blisko Tej, która najbliżej dzieliła życie ze swym Synem w Nazarecie.</p></div>
<blockquote>
<h3 style="text-align: center;"><strong>Tekst pochodzi miesięcznika Różaniec</strong></h3>
<div style="width: 405px; clear: both; margin: 0 auto;"><img class="size-full wp-image-630 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-IX-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okladka-IX-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-629 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okl.-czerwiec-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okl.-czerwiec-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-624 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-II-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/02/R-okladka-II-2011.gif" alt="" width="130" /></div>
<p style="text-align: center;"><span style="clear: both; display: block;"><br />
Zachęcamy także do odwiedzania strony internetowej pisma <a  href="http://www.rozaniec.eu" target="_blank">www.rozaniec.eu</a>.</span></p>
<p style="text-align: center;">O “Różaniec” pytaj w sklepach sieci EMPiK,<br />
księgarniach religijnych i parafialnych.<br />
Prenumeratę miesięcznika możesz zamówić<br />
w Wydawnictwie Sióstr Loretanek: Warszawa, ul. Żeligowskiego 16/20<br />
tel. (22) 673 58 39, e- mail: prenumerata@loretanki.pl</p>
<p style="text-align: center;"><a  href="http://www.loretanki.pl" target="_blank">www.loretanki.pl</a></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/ewangeliczny-konkret-zycia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prawdziwy kult Jezusa w Najświętszym Sakramencie</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/prawdziwy-kult-jezusa-w-najswietszym-sakramencie/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/prawdziwy-kult-jezusa-w-najswietszym-sakramencie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 Sep 2011 20:54:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[pl]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/?p=659</guid>
		<description><![CDATA[         ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div><em>ks. Mariusz Pohl</em></p>
<p><em>Uroczystość Bożego Ciała, procesja, sypanie kwiatków, udekorowane okna i ołtarze za każdym razem na nowo uświadamiają nam przenajświętszą „zawartość” i istotę Eucharystii.</em></p>
<p>Łatwo o tym zapomnieć na co dzień: chodzimy do kościoła, uczestniczymy we Mszy świętej, przystępujemy do Komunii świętej – jak szybko można popaść w rutynę i obojętność. I dlatego Kościół przywiązuje wielką wagę do pogłębiania wiary w Eucharystyczną Obecność, czyli samego żywego Chrystusa pod postacią Chleba. Istotę Eucharystii stanowi nie to, co widzimy, lecz to, na co, a raczej na Kogo patrzymy – już nie oczami ciała, lecz oczami wiary. Widać zwykły chleb, opłatek, dokładnie taki sam, jakim łamiemy się przy wigilijnym stole. Ale wiara mówi nam, że pod osłoną tego zwykłego znaku, pod postacią opłatka, kryje się nieskończona i pełna obecność samego Boga.</p>
<p><strong>Tajemnica przemienienia</strong></p>
<p>Taki właśnie jest skutek przeistoczenia: chleb i wino używane podczas Mszy świętej po konsekracji stają się rzeczywistym Ciałem i Krwią Chrystusa. Zewnętrzne cechy – teologia nazywa je przypadłościami, a więc: smak, zapach, kolor – pozostają takie same jak w przypadku zwykłego opłatka czy wina, ale sama istota, substancja, czyli to, co decyduje o istnieniu, że dana rzecz jest tym, czym jest, to już nie chleb i wino, lecz Ciało i Krew Chrystusa. Żadne badania mikroskopowe, molekularne, chemiczne czy fizyczne nic nie wykażą. Gdyby koło tabernakulum przypadkiem znaleźć hostię, nikt nie byłby w stanie stwierdzić, czy to Najświętszy Sakrament, czy tylko zwykły komunikant, który przez nieuwagę upadł kościelnemu. Dlatego Kościół z takim szacunkiem i uwagą każe traktować wszystko, co dotyczy Najświętszego Sakramentu, gdyż jest to sam Chrystus, we własnej Osobie.<br />
A skoro tak, to wierni mogą i powinni oddawać Mu hołd, uwielbienie i cześć. Najlepszą okazją jest sam moment przeistoczenia, podczas którego kapłan podnosi i ukazuje ludowi Ciało i Krew Chrystusa. Do chwili Komunii świętej Chrystus Eucharystyczny jest obecny z nami na ołtarzu, potem Go spożywamy i odtąd Jego obecność wnika w nas i On sam jednoczy się z nami.</p>
<p><strong>Dialog z Bogiem</strong></p>
<p>Ale człowiek chciałby wpatrywać się w Chrystusa i rozmawiać z Nim jak najdłużej, także wtedy, gdy nie może osobiście przyjąć Go do serca w Komunii świętej. Taka jest geneza nabożeństw eucharystycznych, podczas których ukazuje się wiernym Ciało Chrystusa, wystawione w monstrancji do adoracji. Punktem kulminacyjnym adoracji jest uroczyste błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. Aby kult Eucharystii bardziej związać z życiem i wyjść z nim poza mury świątyni, wykształciła się tradycja procesji eucharystycznych.<br />
Wszystkie te przejawy kultu eucharystycznego nie są jednak celem samym w sobie, lecz mają pobudzić, umocnić i pogłębić naszą wiarę i osobistą więź z Chrystusem. Kult Eucharystii ma nas prowadzić do żywej więzi, do rzeczywistego i osobistego spotkania. Bez wiary kult ten może się wynaturzyć i przesłonić nam to, co najważniejsze – Chrystusa. Chrystusa, który właśnie dlatego przybrał skromną postać chleba, aby nas nie onieśmielać i nie rozpraszać, aby łatwiej nawiązać z nami bliskość i dialog.<br />
Chrystus ustanowił Eucharystię właśnie po to, by dzięki niej budować wspólnotę Kościoła, a nie tylko wznosić gmach kościoła z ołtarzem w centrum. Rola kapłana nie ma polegać na obwarowaniu się szpalerem ministrantów, szańcami stopni, balasek, ambonki i ołtarza, lecz na ufnym wyjściu do ludu Bożego. Praktycznym wyrazem tego wyjścia był powrót do starożytnej idei ołtarza – stołu, przy którym kapłan celebrował ofiarę twarzą zwrócony do ludzi, oraz ambonka zniżona do poziomu posadzki prezbiterium. Nie chodziło w tym tylko o zmianę detali architektonicznych, lecz o realny zwrot ku ludziom, ku wspólnocie, zwrot umożliwiający i wręcz nakazujący prowadzenie dialogu, a nie przemawianie i rządzenie.</p>
<p><strong>Eucharystia i służba</strong></p>
<p>Kościół ma dzisiaj jasną świadomość, że Eucharystia domaga się wspólnoty, a wspólnota wymaga dialogu. Stąd języki narodowe w miejsce łaciny, stąd zrozumiała i logiczna liturgia w kształcie dialogu, w której wezwania kapłana przeplatają się z odpowiedziami ludu. I co najważniejsze: wynikająca stąd pozycja i rola kapłana jako tego, który w imieniu Chrystusa przewodniczy ludowi, który jest dla ludzi dobrym pasterzem, powołanym do służby, a nie zarządcą folwarku, decydującym o wszystkim według własnego uznania. Dlatego to, co robi kapłan jako przewodniczący wspólnoty, powinno tę wspólnotę budować: począwszy od serdecznego „Pan z wami”, przez homilię utrzymaną w duchu dialogu i świadectwa, aż po wspólny z ludźmi śpiew Ojcze nasz.<br />
Praktyczną konsekwencją takiego przewartościowania są także liczne posługi liturgiczne: ministranta, lektora, kantora, scholi, nadzwyczajnego szafarza Eucharystii, organisty, nawet kościelnego i panów od zbierania tacy. Wszystko ma nam uzmysławiać, że nie powinniśmy być w kościele bierną masą, lecz świadomymi i czynnymi uczestnikami liturgii. Bo słowo liturgia z greckiego oznacza: wspólne dzieło ludu.<br />
Ale prawdziwe dzieło ludu i odpowiedź na słowo Boże zaczyna się dopiero po wyjściu z kościoła. Wtedy kult eucharystyczny, sprawowany w kościele jako liturgia Mszy świętej, przenosi się na płaszczyznę codziennego życia i znajduje swoje dopełnienie w konkretnych czynach. W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus dał nam wszystkim bardzo ważną i pouczającą lekcję dotyczącą tego, co powinno wynikać z Eucharystii i do czego nas ona zobowiązuje.<br />
Umycie nóg, które dokonało się w bezpośrednim sąsiedztwie ustanowienia Eucharystii, wskazuje na związek tego sakramentu ze służbą i konkretną, czynną miłością bliźniego. Byłoby nieporozumieniem i lekceważeniem Chrystusa, gdybyśmy przystępowali do Komunii świętej, a zarazem nie czuli się zobowiązani do praktykowania miłości w konkretnych czynach i dobroci na co dzień. Tylko ten, kto na miarę swoich możliwości służy bliźnim, może powiedzieć, że rozumie Eucharystię, jest wierny Chrystusowi i oddaje Mu prawdziwą cześć. Rozumie, że Eucharystia jest ucztą miłości, która ma swoje przedłużenie i kontynuację w ofierze życia. Każdy, kto kocha, wie, że miłość wymaga poświęcenia, zaparcia się siebie, rezygnacji, ofiary, przebaczenia – czyli tego wszystkiego, co kryje się w pojęciu krzyża. Dzięki sakramentowi Eucharystii możemy mieć udział w krzyżowej ofierze Chrystusa, zarówno przez sprawowanie liturgii we wspólnocie ludu Bożego, jak i przez służbę miłości w codziennym życiu. Przez to wszystko umocni się nasza jedność z Chrystusem i Kościół będzie wzrastał.</p></div>
<blockquote>
<h3 style="text-align: center;"><strong>Tekst pochodzi miesięcznika Różaniec</strong></h3>
<div style="width: 405px; clear: both; margin: 0 auto;"><img class="size-full wp-image-630 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-IX-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okladka-IX-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-629 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okl.-czerwiec-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okl.-czerwiec-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-624 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-II-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/02/R-okladka-II-2011.gif" alt="" width="130" /></div>
<p style="text-align: center;"><span style="clear: both; display: block;"><br />
Zachęcamy także do odwiedzania strony internetowej pisma <a  href="http://www.rozaniec.eu" target="_blank">www.rozaniec.eu</a>.</span></p>
<p style="text-align: center;">O “Różaniec” pytaj w sklepach sieci EMPiK,<br />
księgarniach religijnych i parafialnych.<br />
Prenumeratę miesięcznika możesz zamówić<br />
w Wydawnictwie Sióstr Loretanek: Warszawa, ul. Żeligowskiego 16/20<br />
tel. (22) 673 58 39, e- mail: prenumerata@loretanki.pl</p>
<p style="text-align: center;"><a  href="http://www.loretanki.pl" target="_blank">www.loretanki.pl</a></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/prawdziwy-kult-jezusa-w-najswietszym-sakramencie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co dalej?</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/co-dalej/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/co-dalej/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 24 Sep 2011 20:52:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[pl]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/?p=657</guid>
		<description><![CDATA[         ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div><em>ks. Paweł Siedlanowski</em></p>
<p><em>Dobiegł końca pewien proces dziejowy. A może lepiej: zakończył się jeden z jego etapów. Wołanie: Santo subito stało się faktem. W niedzielę, 1 maja 2011 r., półtora miliona ludzi w Rzymie, setki milionów przed telewizorami i telebimami na całym świecie mogły być świadkami długo oczekiwanego wydarzenia.</em></p>
<p>Kościół przez osobę swojego namiestnika, Ojca Świętego Benedykta XVI, potwierdził oficjalnie, że Jan Paweł II jest błogosławiony. Beatyfikacja, która zwyczajowo określa zasięg kultu do Kościoła lokalnego, w tym przypadku ma charakter jedynie formalny. Był „gazdą świata”, jak często żartobliwie o sobie mówił, a zatem należy przypuszczać, że cały świat 22 października – w dzień jego liturgicznego wspomnienia – będzie się modlił za jego wstawiennictwem.</p>
<p><strong>Zrozumieć przesłanie Błogosławionego</strong></p>
<p>Wyniesienia na ołtarze Jana Pawła II nie należy postrzegać jako szczęśliwego zakończenia jego życia, happy endu burzliwej epoki, naznaczonej niewyobrażalnym okrucieństwem, totalitaryzmami, jako ukoronowania niepokojów przełomu tysiąclecia. Nie jest to też kolejny moment uzasadniający naszą dumę narodową. Taki sposób refleksji wyznaczają dziś tabloidy. Dla chrześcijan Papież „z dalekiego kraju” to przede wszystkim ktoś, kto pozwolił się prześwietlić światłem Chrystusa. Stał się Jego czytelnym znakiem dla świata, a przez to mógł kontynuować misję, która została zlecona przez Chrystusa jego poprzednikowi, św. Piotrowi: „Umacniaj swoich braci w wierze” (por. Łk 22, 32), a którą gorliwie przez cały czas trwania swojego pontyfikatu wypełniał. Przypomniał tę prawdę papież Benedykt XVI w homilii wygłoszonej podczas Mszy świętej beatyfikacyjnej. „Jan Paweł II jest błogosławiony ze względu na swą wiarę, mocną i wielkoduszną, wiarę apostolską – mówił. – Jest to błogosławieństwo wiary, którą Jan Paweł II otrzymał w darze od Boga Ojca dla budowania Kościoła Chrystusowego”.<br />
Takie właśnie rozumienie życia i słów bł. Jana Pawła II ma priorytetowe znaczenie dla każdej refleksji, która go dotyczy – obecnej i przyszłej. A mamy tu niemały bałagan. W licznych dywagacjach na jego temat, dyskusjach podejmujących kwestię znaczenia i wielkości pontyfikatu, na czoło wybijają się emocje (które, jak wiadomo, z natury są nietrwałe i raczej nie da się na nich niczego sensownego zbudować). Mówi się o nim jako przywódcy politycznym, wielkim tego świata, współdecydującym o jego losach. Tymczasem pierwszym zadaniem każdego papieża jest strzec czystości wiary, ukazywać w jej świetle godność człowieka, protestować przeciwko wszelkim przejawom zła, stać na straży Ewangelii, zachowywać od deformacji zasady moralności, trwać u stóp Tajemnicy. Wspomniany nieporządek, jaki się wdał w refleksję na temat nauczania papieskiego, ma u swoich podstaw przekodowanie papieskiego przekazu – myślę, że często wbrew woli autora słów. Przykładem może być wielokrotnie cytowane zawołanie z 1979 r. „Niech zstąpi Duch Twój…”, które zazwyczaj odczytywane jest w kategoriach politycznych jako hasło do boju o wolność. Tymczasem Janowi Pawłowi II chodziło przede wszystkim o odnowienie ludzkiego wnętrza, renowację sumień. Przypominał o tym w 1991 r., tłumacząc Dekalog, a w 1995 r. w Skoczowie skarcił za złe wykorzystanie otrzymanego daru. Problemem jest też jakość treści przekazu medialnego, często niebezpiecznie ocierającego się o granicę plotkarstwa i płytkiej ciekawości. To w nas niestety zostaje, deklasując inne, dużo ważniejsze treści.</p>
<p><strong>Uwierzyć, że świętość to nie luksus</strong></p>
<p>Nie da się zrozumieć świętości Papieża Polaka bez owego zbawczego kontekstu, odniesienia do Boga i Jego miłości do człowieka, której pełnią stała się zgoda na krzyżową śmierć Jezusa Chrystusa. Bez tego staje się ona archaizmem, nieczytelnym znakiem, budzącym odruch politowania, ustanowionym jedynie „na pokrzepienie serc”. Wydaje się, że opinie wielu środowisk – które zawsze bały się jego słów – podających absurdalne argumenty (np. szeroko cytowany w swoim czasie tekst Maureen Dowd, zamieszczony w „New York Times”, dyskusje w Radiu ZET czy TOK FM), rzekomo dyskwalifikujące Jana Pawła II jako kandydata na ołtarze, są tego najlepszym dowodem. Przeraża skala analfabetyzmu wielu ludzi mediów, nie będących w stanie (nie chcących?) pojąć, że świętość Papieża Polaka to nie luksus, na który stać tylko nielicznych, nie bajkowa doskonałość, oderwana od realiów zwyczajnego życia, lecz powołanie, którym został obdarowany każdy człowiek, potencjalna przyszłość każdego z nas. To jest pierwsze i najważniejsze przesłanie niedzielnej beatyfikacji.<br />
Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebna jest nam wiara, że chrześcijaństwo to nie weksel na „święty spokój”, zaś chrzest to nie winda do nieba. Jan Paweł II nie jest lukrowanym świętym z obrazka. Znamy jego życie, naznaczone trudnymi wyborami, samotnością, poszukiwaniami. Pamiętamy wielkie cierpienie, które niósł na swoich barkach. Świętość nie przyszła mu łatwo. Ale skoro ją osiągnął – dlaczego nam miałoby się nie udać? Często boimy się, że wyraźne postawienie świętości na horyzoncie życia zabierze nam radość, ograniczy wolność, wtłoczy w ciasne ramy poprawności religijnej i surowej moralności. Nic bardziej błędnego! Powrócił do tej myśli Benedykt XVI podczas uroczystości beatyfikacji: „«Nie lękajcie się! – wołał Jan Paweł II podczas swej pierwszej uroczystej Mszy świętej na placu św. Piotra. – Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!». To, o co nowo wybrany Papież prosił wszystkich, sam wcześniej uczynił: otworzył dla Chrystusa społeczeństwo, kulturę, systemy polityczne i ekonomiczne, odwracając z siłą olbrzyma – siłą, którą czerpał z Boga – tendencję, która wydawała się nieodwracalna”.<br />
A więc odwaga! Ona jest najbardziej potrzebna! Różnego rodzaju środowiska wrogie chrześcijaństwu najczęściej próbują zastraszyć nas, ośmieszyć, ubrać w ironię. Nie ma się czego bać. Chrystus, nawet jeśli coś zabiera, to po to, aby dać stokroć więcej. A za krzykiem i obelgami zazwyczaj kryje się pustka i bezradność.</p>
<p><strong>Zastopować duchowy analfabetyzm</strong></p>
<p>Emocje pobeatyfikacyjne z czasem wygasną. Powróci poszarpana rzeczywistość. Pozostanie wciąż aktualne pytanie o pomysły na zagospodarowanie pamięci o bł. Janie Pawle II. Jego osoba, nauczanie, wzór świętości muszą nas jednoczyć, ubogacać, prowadzić ku przyszłości! Nie mogą stać się tylko reliktem epoki, symbolem dumy narodowej, zaś pomniki – zakutym w spiż, martwym wystrojem miast i wsi. W kultywowaniu pamięci nie chodzi o robienie spektakularnych akcji. To nic nie wnosi. Wręcz przeciwnie – zużyte formy akademii i koncertów na placach papieskich coraz bardziej nudzą i deformują papieskie przesłanie. Chodzi o jasny przekaz, doświadczenie modlącego się Kościoła, trwającego wiernie przy swoim Pasterzu. Kościoła, który jest mocny świadectwem wiary i jedności. Stąd mamy czerpać siły.<br />
W codziennej refleksji katechetycznej i homiletycznej jego nauczanie jest praktycznie „nienaruszone”. Tłumaczymy się: to za trudne. Nieprawda. Zadaniem, które wydaje się koniecznością na tym etapie dziejowym, jest wyznaczenie kierunku refleksji – poprowadzenie jej nie tylko w stronę bł. Jana Pawła II, ale ukazanie całego bogactwa nauczania Kościoła, w którego tradycję przecież doskonale się wpisał. Choćby po to, aby zastopować analfabetyzm duchowy naszych czasów. Niewątpliwie każde pokolenie będzie na swój sposób odczytywać osobę i nauczanie Papieża Polaka. Dzisiejsi osiemnastolatkowie inaczej postrzegają Jana Pawła II niż ci, którzy mają czterdzieści lat i więcej. Ale pomimo różnic łączy nas jedno: wszyscy potrzebujemy nawrócenia i umocnienia w wierze. Poszanowanie godności człowieka nie zależy od epoki i trendów. Każde pokolenie szuka sposobów na zdefiniowanie swojej tożsamości. „Człowieka nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej człowiek nie może siebie sam zrozumieć bez Chrystusa” – czy słowa z pierwszej pielgrzymki do Polski, wypowiedziane blisko 32 lata temu, straciły cokolwiek ze swojej aktualności?<br />
Przed nami ważne zadanie. Czy mu sprostamy?</p></div>
<blockquote>
<h3 style="text-align: center;"><strong>Tekst pochodzi miesięcznika Różaniec</strong></h3>
<div style="width: 405px; clear: both; margin: 0 auto;"><img class="size-full wp-image-630 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-IX-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okladka-IX-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-629 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okl.-czerwiec-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okl.-czerwiec-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-624 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-II-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/02/R-okladka-II-2011.gif" alt="" width="130" /></div>
<p style="text-align: center;"><span style="clear: both; display: block;"><br />
Zachęcamy także do odwiedzania strony internetowej pisma <a  href="http://www.rozaniec.eu" target="_blank">www.rozaniec.eu</a>.</span></p>
<p style="text-align: center;">O “Różaniec” pytaj w sklepach sieci EMPiK,<br />
księgarniach religijnych i parafialnych.<br />
Prenumeratę miesięcznika możesz zamówić<br />
w Wydawnictwie Sióstr Loretanek: Warszawa, ul. Żeligowskiego 16/20<br />
tel. (22) 673 58 39, e- mail: prenumerata@loretanki.pl</p>
<p style="text-align: center;"><a  href="http://www.loretanki.pl" target="_blank">www.loretanki.pl</a></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/co-dalej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przyjaźń niezłomna</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/przyjazn-niezlomna/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/przyjazn-niezlomna/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Sep 2011 20:51:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[pl]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/?p=654</guid>
		<description><![CDATA[         ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div><em>Ks. prof. Waldemar Chrostowski</em>W maju tego roku mija 30. rocznica śmierci Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego i zarazem 30. rocznica zamachu na życie Jana Pawła II. Wszystko, co Polska zawdzięcza tym dwóm wielkim Polakom, zawdzięcza dlatego, że szli ze sobą ramię w ramię.</p>
<p>Najlepszy klucz do zrozumienia najnowszej historii Polski i Kościoła katolickiego w Polsce podał Jan Paweł II w tydzień po konklawe, na którym został wybrany papieżem. Zwracając się do kard. Stefana Wyszyńskiego podczas spotkania z Polakami, 23 października 1978 r. w Auli Pawła VI, powiedział: „Czcigodny i umiłowany Księże Prymasie! Pozwól, że powiem po prostu, co myślę. Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem”.</p>
<p><strong>Wspólne świadectwo  w dobie ucisku</strong></p>
<p>Obchodząc złoty jubileusz święceń kapłańskich, Jan Paweł II wyznał, że jego życie kapłańskie i biskupie rozwijało się w klimacie duchowym, w którym decydującą rolę odegrali: kard. Adam Stefan Sapieha, metropolita krakowski, oraz kard. Stefan Wyszyński, uosabiający „Kościół broniący człowieka, jego godności i jego podstawowych praw, Kościół odważnie walczący o prawo ludzi wierzących do wyznawania swej wiary, Kościół niezwykle dynamiczny, pomimo przeszkód i trudności, jakie piętrzyły się na jego drodze” (Dar i Tajemnica, Kraków 1996, s. 64). Gdy ks. Karol Wojtyła na dobre rozpoczynał pracę duszpasterską i naukową, kard. Stefan Wyszyński doświadczał represji, których kulminację stanowiło uwięzienie go i przetrzymywanie w latach 1953-1956 kolejno w czterech miejscach odosobnienia.<br />
Wyraźne początki wspólnej drogi życiowej wiążą się z nominacją ks. Karola Wojtyły na biskupa (lipiec 1958 r.). Plan takiej nominacji musiał uzyskać akceptację Prymasa Polski. W 1964 r. bp Wojtyła został mianowany arcybiskupem metropolitą krakowskim, a w 1967 r. podniesiony do godności kardynalskiej. Odtąd obaj, Prymas i Metropolita krakowski, nadawali kierunek życiu i pracy duszpasterskiej Kościoła w Polsce. Nie zabrakło z różnych stron prób, by ich poróżnić i podzielić, ale wszystkie spełzły na niczym. Im więcej czasu upływa, tym lepiej widać, że byli wobec siebie nawzajem lojalni, współpracując owocnie w głoszeniu Ewangelii w dramatycznych okolicznościach komunistycznego totalitaryzmu.<br />
Sposobnością do jeszcze większego zbliżenia stały się przygotowania i uroczyste obchody w 1966 r. Tysiąclecia Chrztu Polski. Poprzedziła je Wielka Nowenna, której zasady i treść wypracował Prymas jeszcze podczas pobytu w więzieniu w Komańczy. Wobec nasilających się wysiłków władz partyjnych i państwowych, które miały skutkować ateizacją społeczeństwa, obaj kardynałowie niestrudzenie powtarzali: „Daremną jest rzeczą walczyć z wiarą Narodu, z jego pragnieniem wyznawania Boga. Naród chce miłować Boga i ludzi!”. W ten sposób stawali się rzecznikami i wyrazicielami tożsamości katolickiej i polskiej ugruntowanej od wieków na Ewangelii Jezusa Chrystusa. Podczas uroczystości milenijnych, organizowanych w całej Polsce, bardzo często występowali razem, przewodnicząc sprawowaniu Eucharystii i głosząc podniosłe kazania. Jedno z najważniejszych, zatytułowane „Chrzest Narodu a oddanie Polski w niewolę Maryi”, kard. Karol Wojtyła wygłosił 3 maja 1966 r. na Jasnej Górze.<br />
Obaj zgodnie podkreślali: „Nie wolno tworzyć «dziejów bez dziejów»; nie wolno zapomnieć o tysiącleciu naszej ojczystej i chrześcijańskiej drogi; nie wolno sprowadzać Narodu na poziom «zaczynania od początku», jak gdyby tu, w Polsce, dotąd nic wartościowego się nie działo; nie wolno milczeć, gdy na ostatni plan w wychowaniu młodego pokolenia spycha się kulturę rodzimą, jej literaturę i sztukę, jej wypróbowaną moralność chrześcijańską oraz związek Polski z Kościołem rzymskim i z przyniesionymi do Polski wartościami Ewangelii, Krzyża i mocy nadprzyrodzonych”.</p>
<p><strong>Zwycięstwa Matki Najświętszej</strong></p>
<p>Prymas Polski i kard. Karol Wojtyła cieszyli się wielką życzliwością i zaufaniem papieża Pawła VI (1963-1978). Witał ich zawsze ze szczególną serdecznością, pamiętając, że w 1966 r. władze państwowe odmówiły mu zgody na przyjazd do Polski, co boleśnie przeżywał. Stale towarzyszyła Pawłowi VI kopia Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, którą wręczyli mu obaj kardynałowie.<br />
Wspólny rys Prymasa Polski i kard. Karola Wojtyły stanowiła głęboka i ufna pobożność maryjna. Łączyło ich to, że obaj w dzieciństwie zostali osieroceni przez swoje matki, co nadało szczególnego zabarwienia ich wierze i ufności wobec Maryi. Każdy z nich, a także obaj razem, często pielgrzymowali na Jasną Górę, mając świadomość, że to ich łączy, a także integruje Kościół w Polsce. Nawiedzali też chętnie rozproszone po całej Polsce inne sanktuaria maryjne w przekonaniu, że wierni ich potrzebują i obficie karmią w nich swoją wiarę. W sierpniu 1977 r. Prymas Polski powiedział: „Myślę, że Pan Bóg ma wszędzie swoje prawa. Jeżeli tyle było już zwycięstw Matki Najświętszej w krainie Polaków (…), to myślę, że i obecne doświadczenie Kościół wytrzyma i zwycięży”.<br />
Zachowała się fotografia Prymasa Polski i Metropolity krakowskiego wykonana w sierpniu 1978 r. w samolocie podczas lotu do Rzymu na pogrzeb Pawła VI. Dwa miesiące później znów udali się do Wiecznego Miasta, po czym nastąpiło pamiętne konklawe. Kard. Wyszyński był niezwykle przejęty tym, co się wydarzyło. Wiedział, że to absolutnie wyjątkowy czas, stanowiący zwieńczenie ponad tysiącletnich dziejów Polski, a zarazem historii najnowszej, w której obaj odegrali decydującą rolę. Składnikiem zbiorowej pamięci Polaków jest fotografia przedstawiająca homagium Prymasa Polski złożone nowo wybranemu Papieżowi. Gdy kard. Wyszyński chciał ucałować papieski pierścień i dłoń, Ojciec Święty ze wzruszeniem i pokorą odwzajemnił mu serdeczność i okazał wdzięczność.<br />
W maju 1981 r. Jan Paweł II z trudnością dochodził do zdrowia po krwawym zamachu, podczas gdy Prymas Polski powoli gasł. Zakończeniem długoletniej współpracy i przyjaźni była ich rozmowa telefoniczna, odbyta 25 maja 1981 r., na trzy dni przed śmiercią Prymasa. Obaj podziękowali sobie nawzajem, pozdrowili wzajemnie i pożegnali się. Papież udzielił umierającemu Prymasowi Polski apostolskiego błogosławieństwa, ale przebywając w szpitalu, nie mógł przybyć do Warszawy na jego pogrzeb. Nawiedził grób kard. Stefana Wyszyńskiego i oddał mu hołd dwa lata później, podczas drugiej pielgrzymki do Ojczyzny.</p>
</div>
<blockquote>
<h3 style="text-align: center;"><strong>Tekst pochodzi miesięcznika Różaniec</strong></h3>
<div style="width: 405px; clear: both; margin: 0 auto;"><img class="size-full wp-image-630 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-IX-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okladka-IX-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-629 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okl.-czerwiec-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okl.-czerwiec-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-624 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-II-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/02/R-okladka-II-2011.gif" alt="" width="130" /></div>
<p style="text-align: center;"><span style="clear: both; display: block;"><br />
Zachęcamy także do odwiedzania strony internetowej pisma <a  href="http://www.rozaniec.eu" target="_blank">www.rozaniec.eu</a>.</span></p>
<p style="text-align: center;">O “Różaniec” pytaj w sklepach sieci EMPiK,<br />
księgarniach religijnych i parafialnych.<br />
Prenumeratę miesięcznika możesz zamówić<br />
w Wydawnictwie Sióstr Loretanek: Warszawa, ul. Żeligowskiego 16/20<br />
tel. (22) 673 58 39, e- mail: prenumerata@loretanki.pl</p>
<p style="text-align: center;"><a  href="http://www.loretanki.pl" target="_blank">www.loretanki.pl</a></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/przyjazn-niezlomna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dotknąć tajemnicy człowieka</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/dotknac-tajemnicy-czlowieka/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/dotknac-tajemnicy-czlowieka/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 04 Sep 2011 20:50:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[pl]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/?p=652</guid>
		<description><![CDATA[         ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>Jan Paweł II tak ukochał ludzkość i każdego człowieka, że nie zawahał się wyniszczyć i oddać do ostatnich granic. Miłość do człowieka była obecna na wszystkich szlakach jego papieskiej posługi.</p>
<p>Czytając Jana Pawła II, możemy znaleźć odpowiedzi na wiele nurtujących nas pytań.</p>
<p><strong>– Wasza Świątobliwość został wybrany papieżem jako biskup „z dalekiego kraju”. Czy doświadczenia i historia naszej Ojczyzny wpłynęły na życie i posługę Ojca Świętego?</strong><br />
Jan Paweł II: Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć – a on pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród (…).<br />
W czasie tych podróży przekonałem się, że z moim doświadczeniem historii ojczyzny, z moim narastającym doświadczeniem wartości narodu nie byłem wcale obcy ludziom, których spotykałem. Wręcz przeciwnie, doświadczenie mojej ojczyzny bardzo mi ułatwiało spotykanie się z ludźmi i narodami na wszystkich kontynentach.</p>
<p><strong>– A jak wydarzenia I połowy XX w. wpisały się w nauczanie Następcy św. Piotra?</strong><br />
– Dwa systemy totalitarne, a więc z jednej strony groza wojny, obozów koncentracyjnych nazizmu, z drugiej zaś ucisk i terror komunistyczny, które tak bardzo zaciążyły nad naszym stuleciem, dane mi było poznać niejako od wewnątrz. Łatwo więc zrozumieć moją wrażliwość na kwestię poszanowania godności każdej osoby ludzkiej i jej praw, a zwłaszcza prawa do życia. Kształtowała się ona już w pierwszych latach mojej kapłańskiej posługi (…). Łatwo zrozumieć także moje zatroskanie o rodzinę oraz o młodzież. Wszystko to wyrasta organicznie z tamtych właśnie dramatycznych doświadczeń.</p>
<p><strong>– To zadziwiające, że II wojna światowa i komunizm nie wpłynęły negatywnie na uczenie się miłości do drugiego człowieka…</strong><br />
– Miłość nie jest do wyuczenia, a równocześnie nic nie jest tak bardzo do wyuczenia jak miłość! Jako młody kapłan nauczyłem się miłować ludzką miłość. To jest jedna z tych podstawowych treści, na której skupiłem swoje kapłaństwo, swoje posługiwanie na ambonie, w konfesjonale, a także używając słowa pisanego. Jeśli umiłuje się ludzką miłość, to wtedy rodzi się także żywa potrzeba zaangażowania wszystkich sił na rzecz „pięknej miłości”. Bo miłość jest piękna.<br />
Kiedy pisałem studium Miłość i odpowiedzialność, to największe przykazanie Ewangelii ukazało mi się jako norma personalistyczna. Właśnie dlatego, że człowiek jest bytem osobowym, nie możemy oddać tego, co się mu należy, inaczej, jak tylko kochając go. Tak jak miłość jest największym przykazaniem w odniesieniu do Boga-<br />
-Osoby, tak też miłość jest fundamentalnym obowiązkiem w odniesieniu do osoby ludzkiej, stworzonej na obraz i podobieństwo Boga.</p>
<p><strong>– Skąd u Waszej Świątobliwości tak wielkie zatroskanie o ludzi chorych i cierpiących?</strong><br />
– Wiem z własnego doświadczenia, przede wszystkim z okresu mojej młodości, że cierpienie ludzkie przede wszystkim mnie onieśmielało. Trudno mi było przez pewien czas zbliżać się do cierpiących, gdyż odczuwałem jakby wyrzut, że oni cierpią, podczas gdy ja jestem od tego cierpienia wolny. Prócz tego czułem się skrępowany, uważając, że wszystko, co mogłem im powiedzieć, nie ma pokrycia po prostu dlatego, że to oni cierpią a nie ja. Jest coś z prawdy w tym powiedzeniu „nie zrozumie zdrowy cierpiącego”, choć można by też odwrócić to twierdzenie, bo i chory jakoś może nie zrozumieć zdrowego; nie może zwłaszcza zrozumieć tego, że on także w inny sposób cierpi z powodu jego cierpienia.<br />
Ale ten okres onieśmielenia przeszedł, gdy posługi duszpasterskie coraz częściej prowadziły do spotkania z cierpiącymi – i to na różne sposoby. Muszę tu dodać, że ów okres dominującego onieśmielenia przeszedł przede wszystkim dlatego, że dopomogli mi w tym sami cierpiący. Spotykając się z nimi, przekonywałem się stopniowo, a w końcu przekonałem się definitywnie, że pomiędzy ich cierpieniem jako faktem obiektywnym a ich własną osobistą świadomością tegoż cierpienia zachodzą relacje zupełnie nieoczekiwane. Szczytem moich doświadczeń w tej dziedzinie było, gdy raz usłyszałem z ust człowieka, którego stan obiektywnie był ogromnie ciężki, takie wyznanie: „Ksiądz nie wie, jak bardzo jestem szczęśliwy”…<br />
Dobra Nowina zawiera się w przesłaniu, że cierpienie może mieć dla człowieka i dla samego społeczeństwa także znaczenie pozytywne, gdyż może się stać formą uczestniczenia w zbawczym cierpieniu Chrystusa i w radości Jego zmartwychwstania, a więc siłą, która uświęca i buduje Kościół.</p>
<p><strong>– Patrząc na historię życia Ojca Świętego, widzimy, że zadziwiająco wielką rolę odegrali w nim ludzie świeccy.</strong><br />
– [Ludzie świeccy], których Pan Bóg postawił na drodze mego kapłańskiego i biskupiego posługiwania, stali się (…) dla mnie szczególnym darem, za który nie przestaję dziękować Bożej Opatrzności. Jest ich wielu i nie sposób wszystkich tutaj wspomnieć. Zachowuję ich jednak w sercu, bowiem mają oni także swój udział w moim kapłaństwie. W jakiś sposób wskazali mi drogę, pomagali mi lepiej zrozumieć moją kapłańską posługę i pełniej nią żyć. Z licznych kontaktów ze świeckimi wiele korzystałem, wiele się od nich uczyłem. Byli wśród nich prości robotnicy, ludzie sztuki i kultury, a także wielcy uczeni. Kontakty te zaowocowały licznymi przyjaźniami (…). Dzięki nim moje duszpasterstwo ulegało pomnożeniu, pokonując bariery i docierając do zwykle trudno dostępnych środowisk.<br />
Muszę tutaj wyznać, że zawsze towarzyszyła mi głęboka świadomość naglącej potrzeby apostolstwa świeckich w Kościele. Dlatego, kiedy Sobór Watykański II mówił o powołaniu i misji ludzi świeckich w Kościele i świecie, przyjmowałem to z wielką radością: nauka Soboru stanowiła potwierdzenie tego wszystkiego, co kierowało mną od pierwszych lat kapłańskiej posługi.</p>
<p><strong>– Jak Biskup Rzymu postrzega ludzi młodych? Czy współczesny świat mógłby się od nich czegoś nauczyć?</strong><br />
– Potrzeba nam tego młodzieżowego entuzjazmu. Potrzeba nam tej radości życia, którą mają młodzi. W tej radości życia jest coś z tej pierwotnej radości, jaką miał Bóg, stwarzając człowieka. Młodzi mają właśnie w sobie tę radość. Jest ona w każdym miejscu ta sama, a równocześnie inna, oryginalna. Potrafią ją po swojemu wypowiedzieć. To wcale nie jest tak, że Papież prowadzi młodych z jednego krańca globu ziemskiego na drugi. To oni go prowadzą. I choć mu przybywa lat, każą mu być młodym, nie pozwalają mu zapomnieć o jego własnym doświadczeniu, o jego własnym odkryciu młodości i jej wielkiego znaczenia dla życia każdego człowieka. Myślę, że to wiele tłumaczy.</p>
<p><strong>– Dlaczego Wasza Świątobliwość zwraca tak wielką uwagę na rodziny, dlaczego tak często podkreśla, że to rodzina odgrywa najważniejszą rolę w wychowaniu młodego człowieka?</strong><br />
– Pierwszym miejscem, gdzie rozpoczyna się proces wychowawczy młodego człowieka, jest dom rodzinny. Każde dziecko ma naturalne i niezbywalne prawo do posiadania własnej rodziny: rodziców i rodzeństwa, wśród których rozpoznaje, iż jest osobą potrzebującą uczucia miłości i że tym uczuciem może obdarzyć i innych, a zwłaszcza najbliższych. (…) Ponieważ rodzice dają życie swoim dzieciom, dlatego przysługuje im prawo do tego, by byli uznani za pierwszych i głównych ich wychowawców. Oni też mają obowiązek stworzenia takiej atmosfery rodzinnej, przepojonej miłością i szacunkiem dla Boga i ludzi, która by sprzyjała osobistemu i społecznemu wychowaniu dzieci. Jakże wielką rolę ma tu do spełnienia matka. Dzięki szczególnie głębokiej więzi, jaka łączy ją z dzieckiem, może skutecznie zbliżać je do Chrystusa i do Kościoła. Zawsze jednak oczekuje na pomoc swego męża – ojca rodziny. (…)<br />
By zachować życie ludzkie na ziemi, [Bóg] powołał do istnienia społeczność rodzinną. To wy [rodzice] jesteście pierwszymi stróżami i opiekunami życia jeszcze nienarodzonego, ale już poczętego. (…) Zwracam się do wszystkich ojców i matek mojej Ojczyzny i całego świata, do wszystkich ludzi bez wyjątku: każdy człowiek poczęty w łonie matki ma prawo do życia! (…) Bóg chroni życie zdecydowanym zakazem wypowiedzianym na Synaju: „Nie będziesz zabijał” (Wj 20, 13). Dochowajcie wierności temu przykazaniu.</p>
<p><strong>– Co Ojciec Święty powiedziałby dziś rodzicom, którzy pragną po chrześcijańsku wychować swoje dzieci?</strong><br />
– Powiedziałby: Drodzy Rodzice, dobrze wiecie, że nie jest łatwo w dzisiejszych czasach stworzyć chrześcijańskie warunki potrzebne do wychowania dzieci. Musicie czynić wszystko, ażeby Bóg był obecny i czczony w waszych rodzinach. Nie zapominajcie o wspólnej modlitwie codziennej, zwłaszcza wieczornej; o świętowaniu niedzieli i uczestniczeniu we Mszy świętej niedzielnej. Jesteście dla swoich dzieci pierwszymi nauczycielami modlitwy i cnót chrześcijańskich i nikt was w tym nie może zastąpić. Zachowujcie religijne zwyczaje i pielęgnujcie tradycję chrześcijańską, uczcie wasze dzieci szacunku dla każdego człowieka. Niech waszym największym pragnieniem będzie wychowanie młodego pokolenia w łączności z Chrystusem i Kościołem. Tylko w ten sposób dochowacie wierności waszemu powołaniu rodzicielskiemu i potrzebom duchowym waszych dzieci.</p>
<p>Oprac. Magdalena Pobikrowska na podst. dzieł Jana Pawła II: „Przekroczyć próg nadziei”, „Dar i Tajemnica”, „Pamięć i tożsamość”, Adhortacji apostolskiej „Christifideles laici”, a także „Pielgrzymki do Ojczyzny. Przemówienia i homilie”.</p></div>
<blockquote>
<h3 style="text-align: center;"><strong>Tekst pochodzi miesięcznika Różaniec</strong></h3>
<div style="width: 405px; clear: both; margin: 0 auto;"><img class="size-full wp-image-630 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-IX-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okladka-IX-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-629 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okl.-czerwiec-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okl.-czerwiec-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-624 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-II-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/02/R-okladka-II-2011.gif" alt="" width="130" /></div>
<p style="text-align: center;"><span style="clear: both; display: block;"><br />
Zachęcamy także do odwiedzania strony internetowej pisma <a  href="http://www.rozaniec.eu" target="_blank">www.rozaniec.eu</a>.</span></p>
<p style="text-align: center;">O “Różaniec” pytaj w sklepach sieci EMPiK,<br />
księgarniach religijnych i parafialnych.<br />
Prenumeratę miesięcznika możesz zamówić<br />
w Wydawnictwie Sióstr Loretanek: Warszawa, ul. Żeligowskiego 16/20<br />
tel. (22) 673 58 39, e- mail: prenumerata@loretanki.pl</p>
<p style="text-align: center;"><a  href="http://www.loretanki.pl" target="_blank">www.loretanki.pl</a></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/dotknac-tajemnicy-czlowieka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W cieniu ks. Ignacego</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/w-cieniu-ks-ignacego/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/w-cieniu-ks-ignacego/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 04 Sep 2011 20:48:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[pl]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/?p=650</guid>
		<description><![CDATA[         ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>
<div style="text-align: right;"><strong>s. Anastazja Filipczuk CSL</strong></div>
</div>
<div>„Oby mi Bóg dał słowo odpowiednie do myśli i myślenie godne tego,co mi dano!” (Mdr 7, 15). A otrzymałam wiele – łaskę powołania zakonnego.</p>
<p>Pośród ciszy lasów i pól mieniących się to złotem, to srebrem dojrzewała tajemnica mojego powołania. Maleńka wieś na ziemi lubelskiej, otoczona zewsząd lasem, na której spędziłam dzieciństwo, uważana była naprawdę za najbiedniejszą. Szkoła podstawowa miała tylko cztery klasy. Lekcje odrabialiśmy z rodzeństwem przy płomieniu naftowej lampy. To było jedyne źródło światła, zresztą bardzo lubiłam tę lampę. Od V do VIII klasy, aby dotrzeć do szkoły w sąsiedniej wiosce, przemierzaliśmy drogę wśród pól, zimą zaś głębokie zaspy śniegu.</p>
<p><strong>Opatrznościowa znajomość</strong></p>
<p>O naszym mieszkaniu można rzec słowami poetki Marii Konopnickiej: „Tu się kryje stara chata pod słomiany dach…”. Typowo wiejska chata na zewnątrz miała wapnem bielone pasy, na przemian z kolorem naturalnego drewna i po czterech bokach skrzyżowane belki, tzw. węgły. Dach kryła właśnie słomiana strzecha.<br />
W domu – pamiętam to od dziecięcych lat – było czasopismo zszyte w grubą księgę. Ponieważ mój dziadek (tato mamusi) był szewcem, starannie zszył wiele numerów tego tygodnika w jedną księgę. Na pierwszej stronie widniał duży tytuł jak magnes przyciągający wzrok: „Posiew”. Ciekawe obrazki i opowiadania sprawiły, że polubiłam to pismo. Wtedy nie interesowałam się jego redaktorem, a był nim ks. Ignacy Kłopotowski. To on wypowiedział słowa: „Dobra książka niby cichy misjonarz wszędzie dotrze, nawet pod wiejską strzechę”. Tak zaczęła się moja opatrznościowa znajomość z ks. Ignacym Kłopotowskim… Niezwykłym Kapłanem, którego nigdy nie widziałam – ponieważ odszedł do nieba w 1931 r. – a który właśnie 17 lat pracował na lubelszczyźnie. Mogę jednak powiedzieć, że od dziecka żyłam w cieniu ks. Kłopotowskiego, opiekuna ubogich i chorych, przyjaciela każdego człowieka i redaktora prasy katolickiej.</p>
<p><strong>Wybrałam się w podróż</strong></p>
<p>Powołanie zakonne odczuwałam już od siódmego roku życia, nikomu tego nie zdradzając. W pamięci wciąż mam dzień Pierwszej Komunii świętej. Nieważne, że droga do kościoła wiodła osiem kilometrów przez las. W długiej białej sukience szłam pieszo wraz z rodzicami, dumna i szczęśliwa. I tak było każdej niedzieli. A kiedy pod niebem pełnym gwiazd i po skrzypiącym radośnie śniegu szliśmy na Pasterkę, coraz intensywniej myślałam: – Gdzie i do jakiego zakonu mam pójść?<br />
Nie widziałam w okolicy sióstr zakonnych, nie śmiałam też o to pytać ks. Jana Krzysztonia, który uczył nas religii (obecnie jest misjonarzem, pracującym od wielu lat w Zambii). A Pan Jezus z każdym rokiem utrwalał we mnie postanowienie bycia siostrą zakonną.<br />
Pewnego majowego poranka (byłam już w ósmej klasie), nic nie mówiąc rodzicom, zamiast do szkoły, wybrałam się w podróż… Minęłam Lubartów, miasteczko pod Lublinem, gdzie się urodziłam, a gdzie – jak później dowiedziałam się – ks. Ignacy rozciągnął swą dobroczynną działalność, i dotarłam do Lublina. Mając w kieszeni tylko parę złotych, zastanawiałam się, gdzie dalej mogę jechać. Na dworcu kolejowym zauważyłam cennik biletów i obliczyłam, że na legitymację szkolną wystarczy mi na podróż w jedną stronę do Warszawy. Skąd wzięło się we mnie tyle siły i wiary w Opatrzność Bożą, w to, że Bóg zatroszczy się o bilet powrotny? Jadąc do Warszawy, pragnęłam znaleźć klasztor i zostać tam na zawsze, nie wracać. Pociągi nie jeździły wtedy często. Jako 14-letnia dziewczyna czekałam więc na dworcu w Lublinie aż do północy… Z perspektywy czasu widzę, że Bóg już wtedy musiał postawić obok mnie ks. Ignacego Kłopotowskiego.</p>
<p><strong>Dwie smukłe praskie wieże</strong></p>
<p>Nad ranem, ok. godz. 4.00, pierwszy raz w życiu przyjechałam do Warszawy. Poczekałam, aż się rozwidni i ruszyłam z Dworca Wschodniego przed siebie. Myślałam: pójdę do pierwszego kościoła, jaki spotkam. Pierwszym kościołem niestety okazała się prawosławna cerkiew św. Marii Magdaleny.<br />
Nie musiałam się długo rozglądać, bo zauważyłam prawie naprzeciw smukłe, wysokie wieże, które zapraszały do kościoła św. Floriana, gdzie przed laty – dowiedziałam się tego później – proboszczem był ks. Ignacy Kłopotowski. Jak widać, cały czas czuwał i prowadził mnie. W kościele odprawiała się Msza święta. Żarliwa modlitwa i Komunia święta umocniły nie tylko moją duszę, ale i ciało. Nie miałam przecież ani grosza na jedzenie. Po Eucharystii nie poszłam do zakrystii po żadne informacje. Wyszłam zwyczajnie z kościoła i szłam – jak się okazało – w kierunku domu Sióstr Loretanek na Pradze, tak jakbym od zawsze znała tę drogę… Na ulicy zapytałam przechodzącą panią o klasztor, a ona: „Tak, panienka jest już blisko, proszę tam zadzwonić i siostry otworzą”. Sam ks. Kłopotowski prowadził mnie do klasztoru, który on założył.<br />
Moje plany zostały jednak zburzone, kiedy Matka generalna – była nią wtedy śp. s. Cherubina Zagajewska – stwierdziła, że nie mogę wstąpić, ponieważ nie mam jeszcze 15 lat i skończonej szkoły podstawowej. Odpowiedni wiek miałam osiągnąć na początku sierpnia, więc do klasztoru mogłam przybyć 6 sierpnia. Ogromnie ucieszyłam się z tej decyzji. Matka generalna okazała się na tyle przezorna, że zanim mnie pożegnała, zapytała, czy mam na bilet, i zaopatrzyła mnie w potrzebną sumę. Wróciłam więc do domu i przyznałam się rodzicom do wszystkiego. Z niecierpliwością wyczekiwałam dnia wstąpienia do klasztoru. W czasie wakacji pomagałam rodzicom oraz pracowałam u bogatych gospodarzy, m.in. zbierając truskawki i porzeczki.</p>
<p><strong>Moja dusza wciąż dziękuje</strong></p>
<p>Upragniony dzień zbliżał się, ale musiałam jeszcze wysłuchać wiele „kazań” tatusia, który wciąż mi odradzał. Przypominał, że jestem najstarszą córką, że w domu czworo małego rodzeństwa i że powinnam zostać i pomagać mamie. Już kiedyś Duch Święty pozwolił poznać mi zdanie z Pisma Świętego, że pierworodne – należy do Boga. Nie dyskutowałam, pakowałam się. Ostatecznie mój tato powiedział: „Skoro uparta, to może wytrwa…”.<br />
Przełomowym dniem w moim życiu był 6 sierpnia 1978 r. W święto Przemienienia Pańskiego, kiedy otworzyła się przede mną furta klasztorna, dowiedziałam się o odejściu do domu Ojca papieża Pawła VI. Później w klasztorze Bóg pozwolił mi przeżywać wybór Jana Pawła I, a następnie naszego ukochanego Jana Pawła II. Historyczny rok.<br />
Kolejnymi znakami pozostającymi w związku z bliskim mi towarzystwem ks. Ignacego Kłopotowskiego były: dzień jego radosnej beatyfikacji, tj. 19 czerwca 2005 r., który nastąpił dokładnie w 5 lat po odejściu do wieczności mojego Taty, oraz dzień 7 września 2006 r., kiedy po wielu cierpieniach zmarł w szpitalu górniczym w Sosnowcu mój o rok młodszy brat. Uczestniczyłam wtedy we Mszy świętej w katedrze św. Floriana w Warszawie. Było to pierwsze liturgiczne wspomnienie o bł. ks. Kłopotowskim. Ściskałam w ręku cząsteczkę relikwii Błogosławionego i modliłam się gorąco za chorego brata Krzysztofa. W tym czasie mama i dwie młodsze siostry czuwały w szpitalu. Mój brat nie odzyskał zdrowia. Zasnął tu na ziemi, by zbudzić się w ramionach Niebieskiej Matki. Stało się to w wigilię święta, Jej narodzenia. Odszedł w tym samym dniu co ks. Kłopotowski. Dlatego wierzę, że na progu domu Ojca razem z Najświętszą Maryją Panną czekał na Krzysia również On – bł. ks. Ignacy.<br />
Moja dusza wciąż dziękuje, bo tak wielkich łask i darów udzielił mi Wszechmocny i Miłosierny Ojciec. Niech będzie Bóg uwielbiony!</p></div>
<blockquote>
<h3 style="text-align: center;"><strong>Tekst pochodzi miesięcznika Różaniec</strong></h3>
<div style="width: 405px; clear: both; margin: 0 auto;"><img class="size-full wp-image-630 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-IX-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okladka-IX-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-629 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okl.-czerwiec-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okl.-czerwiec-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-624 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-II-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/02/R-okladka-II-2011.gif" alt="" width="130" /></div>
<p style="text-align: center;"><span style="clear: both; display: block;"><br />
Zachęcamy także do odwiedzania strony internetowej pisma <a  href="http://www.rozaniec.eu" target="_blank">www.rozaniec.eu</a>.</span></p>
<p style="text-align: center;">O “Różaniec” pytaj w sklepach sieci EMPiK,<br />
księgarniach religijnych i parafialnych.<br />
Prenumeratę miesięcznika możesz zamówić<br />
w Wydawnictwie Sióstr Loretanek: Warszawa, ul. Żeligowskiego 16/20<br />
tel. (22) 673 58 39, e- mail: prenumerata@loretanki.pl</p>
<p style="text-align: center;"><a  href="http://www.loretanki.pl" target="_blank">www.loretanki.pl</a></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/w-cieniu-ks-ignacego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zawsze chciał iść w „górę”</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/zawsze-chcial-isc-w-%e2%80%9egore%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/zawsze-chcial-isc-w-%e2%80%9egore%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 04 Sep 2011 20:46:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[pl]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/?p=648</guid>
		<description><![CDATA[         ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>
<div style="text-align: right;"><strong>ks. Janusz Smerda</strong></div>
<p><br id="internal-source-marker_0.6109878583811224" />Ks. Wiesław Gibała bardzo kochał góry. Swoją pasją dzielił się z przyjaciółmi. Góry zbliżały go do Boga i ludzi. Pozostał w nich na zawsze… Zginął 9 lipca 2003 r. w drodze na Elbrus (red.).</p>
<p>Z listu ks. Wiesława Gibały:</p>
<p>Skończyłem 44 lata. Przeminęły niesamowicie szybko. Świadomość własnej śmierci dotarła do mnie w 40. roku życia. Silnie odczułem przekroczenie połowy życia. To nie magia liczb i dat. Wiele zaczęło się we mnie zmieniać. Niespodziewanie, ku mojemu zaskoczeniu, zacząłem schodzić z pozycji zdobywcy. Tak silnie o tym myślałem, że powiesiłem w sypialni nad łóżkiem – dokładnie nad głową, oprawiony w antyramę napis „bliżej niż dalej”. I tak się czuję. Myślę o śmierci, choć nie jestem w stanie wyobrazić siebie jako nieistniejącego. Bo zawsze jestem. Myślę o śmierci jako o namacalnym braku osób, które kocham, i moich przyjaciół. Wiem, że nie chcę, żeby nawet na trochę nie było ich przy mnie.<br />
Od mniej więcej roku zacząłem się modlić o śmierć. Nie w sensie, by przyszła, lecz by Bóg pozwolił mi umrzeć wcześniej od innych. Wcześniej od osób, które kocham. Ufam, że tak będzie. Modlę się o to dwa razy dziennie: rano i wieczorem. A ostatnio zauważyłem, że i częściej. Proszę Boga, abym przed śmiercią pozałatwiał wszystkie sprawy, które do mnie należą.<br />
Nie boję się, nie obawiam się śmierci. Mam przekonanie, że będzie ona taką małą cząsteczką czasu, że nie sprawi mi bólu. Ufam Maryi, że mnie poprowadzi. Piszę na godzinę przed wyjazdem na górę Elbrus. Też ufam.</p>
<p>Poznałem Walka (tak zwracaliśmy się do niego w gronie bliskich) w seminarium sandomierskim. Był starszym kolegą, zawsze serdecznym i otwartym… Sympatyzował z naszym zespołem muzycznym „Wbrew pozorom”, a jeszcze bardziej zbliżyła nas wspólna pasja wędrowania po górach. Te wyprawy zaowocowały ukończeniem kursu wspinaczkowego. Zainwestowaliśmy w profesjonalny sprzęt, ubrania, buty. Z takim wyposażeniem mogliśmy rozpocząć wspinanie w wyższych górach. Były to najwyższe szczyty w Austrii, w Niemczech, w Szwajcarii, Dolomity we Włoszech. Weszliśmy także na Mont Blanc. Wszystkie wyprawy bardzo szczegółowo przygotowywał Walek. Dokładnie wyznaczał obowiązki każdemu z nas. (…)<br />
Wyprawę na Elbrus planowaliśmy od dwóch lat. (…) Podobnie jak poprzednie tak i ta została w szczegółach przygotowana przez Walka. Pociągiem przez Kijów do Mineralnych Wód i do Azau dojechaliśmy w niedzielę rano – 6 lipca 2003 r. (…). Wjechaliśmy kolejką do schroniska Mir na wysokości 3470 m n.p.m., a stamtąd poszliśmy do kolejnego schroniska Garabashi na wysokości 3800 m, by zaaklimatyzować się i przyzwyczaić do wysokości. (…) W poniedziałek rano spakowaliśmy się i wyruszyliśmy (…), by wczesnym rankiem następnego dnia wejść na Elbrus. Plany pokrzyżowała zmieniająca się pogoda. Silny wiatr i opady śniegu nie pozwoliły nam dojść do Skał Pastukhova. Musieliśmy zawrócić do schroniska. (…) Dopiero w środę o godz. 2.00 rano zobaczyliśmy rozgwieżdżone niebo i ruszyliśmy w górę. Gdzieś po dwóch godzinach pogoda znów zaczęła się psuć. Po krótkim odpoczynku, mimo śniegu i wiatru, ruszyliśmy w stronę szczytu. Po godzinie drogi Walek, który szedł przede mną, oznajmił, że ma dość i wraca do schroniska. Usiłowałem go namówić, aby nie rezygnował, żebyśmy jeszcze spróbowali, lecz on zdecydowany był wracać. „Będę czekał na was w schronisku… Wy idźcie w górę…”. Zapytałem: „Walek, czy trafisz do schroniska?”. Odpowiedział bez wahania: „Tak, nie ma sprawy”. I rozstaliśmy się. (…) Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że ta decyzja Walka zaskoczyła nas, bo była nie w jego stylu. Nigdy pierwszy nie rezygnował, zawsze chciał iść „w górę”…<br />
Godzinę po wycofaniu się Walka do schroniska zawrócił Marek. Był zdziwiony, że nie ma w nim Walka. Miał nadzieję, że zszedł na sam dół do Pawła. Jednak telefon do Pawła rozwiał tę nadzieję. (…) Ja schodziłem ostatni. Pogoda była coraz gorsza. Nie widząc schroniska, zszedłem za daleko i zgubiłem drogę. Telefonicznie powiadomiłem Marka i służby ratownicze. (…) Gdy poprawiła się trochę pogoda, zacząłem sam szukać schroniska. Wtedy u podnóża góry (miejscowi nazywają ją Górą Truposzy) zobaczyłem światła skutera i ratowników. Z nimi dotarłem do schroniska. Następnego dnia rozpoczęły się poszukiwania, które trwały kilka dni. (…)<br />
To strasznie trudne przeżycie, gdy wraca się bez kogoś, kto był tak bliski, gdy trzeba o tym pisać, wspominać… Jednak żyjemy cały czas nadzieją… że powróci… zadzwoni… i dalej będzie tak jak do środy 9 lipca 2003 r.</p>
<p>Autor był uczestnikiem wyprawy na Elbrus, dziś jest proboszczem parafii św. Mikołaja w Jedlni Kościelnej w diecezji radomskiej.<br />
W rok po wyprawie na Elbrus władze kościelne wydały dekret, w którym oficjalnie uznano ks. Wiesława Gibałę (Walka) za zaginionego. Przy kościele św. Jakuba w Sandomierzu do dziś istnieje róża różańcowa, którą założyli przyjaciele ks. Wiesława po jego zaginięciu. To ci, którzy razem z nim wędrowali na pielgrzymce, byli na rekolekcjach oazowych.</p></div>
<blockquote>
<h3 style="text-align: center;"><strong>Tekst pochodzi miesięcznika Różaniec</strong></h3>
<div style="width: 405px; clear: both; margin: 0 auto;"><img class="size-full wp-image-630 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-IX-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okladka-IX-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-629 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okl.-czerwiec-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/09/R-okl.-czerwiec-2011.gif" alt="" width="130" /><img class="size-full wp-image-624 alignleft" style="float: left; border: none;" title="R-okladka-II-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/02/R-okladka-II-2011.gif" alt="" width="130" /></div>
<p style="text-align: center;"><span style="clear: both; display: block;"><br />
Zachęcamy także do odwiedzania strony internetowej pisma <a  href="http://www.rozaniec.eu" target="_blank">www.rozaniec.eu</a>.</span></p>
<p style="text-align: center;">O “Różaniec” pytaj w sklepach sieci EMPiK,<br />
księgarniach religijnych i parafialnych.<br />
Prenumeratę miesięcznika możesz zamówić<br />
w Wydawnictwie Sióstr Loretanek: Warszawa, ul. Żeligowskiego 16/20<br />
tel. (22) 673 58 39, e- mail: prenumerata@loretanki.pl</p>
<p style="text-align: center;"><a  href="http://www.loretanki.pl" target="_blank">www.loretanki.pl</a></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/zawsze-chcial-isc-w-%e2%80%9egore%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Miłość silniejsza niż choroba</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/milosc-silniejsza-niz-choroba/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/milosc-silniejsza-niz-choroba/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Mar 2011 21:14:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[pl]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/?p=626</guid>
		<description><![CDATA[ks. Tomasz Bieliński Janek poznał Agnieszkę, gdy przebywał w Polsce, zatrudniony do szkolenia młodych pilotów. Kiedy po kilku miesiącach brali ślub, wiedział, że jej choroba jest nieuleczalna. Poznałem ich w 2000 r., w jednej z parafii polskich w Paryżu, gdzie pewnej wiosennej niedzieli sprawowałem Eucharystię. Zauważyłem ich, gdy wychodziłem z zakrystii do ołtarza: ona na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div><strong>ks. Tomasz Bieliński</strong></p>
<p>Janek poznał Agnieszkę, gdy przebywał w Polsce, zatrudniony do szkolenia młodych pilotów. Kiedy po kilku miesiącach brali ślub, wiedział, że jej choroba jest nieuleczalna.</p>
<p>Poznałem ich w 2000 r., w jednej z parafii polskich w Paryżu, gdzie pewnej wiosennej niedzieli sprawowałem Eucharystię. Zauważyłem ich, gdy wychodziłem z zakrystii do ołtarza: ona na wózku inwalidzkim, on – tuż przy niej. Moją uwagę zwróciły ich radosne spojrzenia, z których emanował wewnętrzny pokój.<br />
Po liturgii dowiedziałem się, że byli małżeństwem. On – Francuz, poznał Agnieszkę, gdy kilka lat wcześniej przebywał w Rzeszowie, szkoląc młodych pilotów. Miłość od pierwszego wejrzenia? Można tak powiedzieć, skoro kilka miesięcy później stanęli na ślubnym kobiercu.</p>
<p>Złowieszcza diagnoza</p>
<p>Wszystko wyglądałoby pięknie, niczym w bajce, gdyby nie fakt, że dziewczyna cierpiała na odziedziczoną po matce atrofię móżdżku. Jest to jedno z najrzadziej występujących schorzeń na świecie i bardzo trudno je rozpoznać, gdyż jego objawy pojawiają się dopiero w okresie dojrzewania lub nawet później.<br />
Agnieszka urodziła się całkowicie zdrowa. Jej mama zmarła na atrofię w 27. roku życia, gdy dziewczynka miała niecałe trzy latka. Lekarze uspokajali ojca, że nie zawsze dzieci dziedziczą tę chorobę. Jednak gdy Agnieszka skończyła szesnaście lat, zaczęły pojawiać się problemy z utrzymaniem równowagi oraz szybkie męczenie się. Początkowo lekarze podejrzewali stwardnienie rozsiane. Niestety diagnoza postawiona po przeprowadzeniu specjalistycznych badań brzmiała jak wyrok: atrofia móżdżku – choroba nieuleczalna. Agnieszce prognozowano nie więcej niż pięć lat życia.</p>
<p>Choroba postępuje</p>
<p>Mimo potęgujących się trudności dziewczynie udało się skończyć szkołę zawodową i podjąć pracę. To właśnie wtedy spotkała starszego od siebie o dziesięć lat francuskiego pilota, rodem z Paryża. Gdy podjęli decyzję o małżeństwie, narzeczony był w pełni świadomy tego, co miały przynieść najbliższe lata. Lekarze zgodnie przewidywali, że ciało Agnieszki będzie ulegało postępującemu paraliżowi.<br />
Złowieszcze ostrzeżenia zespołu specjalistów opiekujących się chorą nie zmąciły jednak w Janku pewności, że jego decyzja jest słuszna. Po ślubie małżonkowie postanowili przeprowadzić się do Paryża w nadziei, że tamtejsza służba zdrowia zapewni Agnieszce lepszą opiekę, a medycyna być może wynajdzie skuteczne lekarstwo na jej chorobę. Równocześnie modlili się o cud, jeśli – jak to sami określali – taka byłaby wola Pana Boga. Póki co, chora nie przyjmowała żadnych medykamentów, bo takowe nie istniały.<br />
W miarę upływu czasu prognozy lekarzy sprawdzały się wyjątkowo dokładnie. W trzecim roku małżeństwa Agnieszka usiadła na wózek, z którego miała się już nigdy nie podnieść. Trzy lata później pojawiły się problemy z przełykaniem. Odtąd karmiono Agnieszkę specjalnym preparatem, podawanym bezpośrednio do żołądka. Dodatkowo blokada przełyku uniemożliwiała prawidłowe oddychanie; trzeba było wstawić rurkę tracheotomiczną.</p>
<p>Damy radę</p>
<p>Chora potrzebowała coraz większej opieki. Janek musiał odłożyć swoje plany pracy w liniach pasażerskich i przyjąć etat instruktora latania na małych samolotach w aeroklubie, oddalonym od miejsca zamieszkania o 150 km! Lepszej propozycji nie miał, a ta dawała mu szansę przebywania stale z ukochaną, gdyż… mógł ją zabierać do pracy. Dzięki życzliwości dyrektora aeroklubu dwa razy w tygodniu Janek przyjeżdżał na lotnisko z żoną, wkładał ją na tylne siedzenie czteroosobowego samolotu, po czym startował z nią i z uczniem w kilkugodzinny lot.<br />
Takie transportowanie ciężko chorej, częściowo sparaliżowanej młodej kobiety, mogłoby się wydawać ryzykowne, a nawet nieludzkie. Powinna raczej przebywać w domu pod fachową opieką. Niestety niskie zarobki Janka nie pozwalały na zatrudnienie pielęgniarki na stałe. Okazało się jednak, że podniebne podróże wyszły Agnieszce na dobre. Jak bowiem stwierdził lekarz – dzięki tej przedziwnej „rehabilitacji” zachowała najwyższą sprawność spośród wszystkich pacjentów cierpiących we Francji na tę chorobę.</p>
<p>Miłość zwyciężyła</p>
<p>W dwunastym roku swojej choroby Agnieszka była już prawie nieruchoma na łożu boleści. Gdy któregoś dnia zapytałem ją, dlaczego nie przyjmuje środków znieczulających, usłyszałem: „Bo wtedy nie mogłabym odmawiać różańca, a to jedyna rzecz, którą mogę jeszcze uczynić dla innych”.<br />
Często powtarzała, że swoją chorobę ofiarowuje za Jana Pawła II i za kapłanów. Bardzo jej zależało na zbawieniu wszystkich ludzi. Kiedyś w szpitalu, gdy nie mogła już mówić, poprosiła mnie znakami, żebym porozmawiał z kobietą z sąsiedniego łóżka, która była smutna. Po rozmowie i modlitwie osoba ta odzyskała radość i nie przestawała dziękować Agnieszce za to, że przysłała do niej księdza. Taka była Agnieszka.<br />
A jaki był Janek? To człowiek głębokiej wiary, która mu pozwala odkryć Jezusa tak blisko obecnego w bliźnim. Czuwając nocami przy żonie, często był niewyspany i mogły mu puścić nerwy. Nigdy się jednak tak nie stało, a przynajmniej tego nie okazał. Ani razu też nie usłyszałem z jego ust słowa narzekania! Potrafił zawsze za wszystko dziękować Bogu. Często powtarzał mi, że codziennie rano, gdy otwierał oczy, nasłuchiwał najpierw, czy żona oddycha i zaraz dziękował Panu za to, że ona żyje.<br />
Nadszedł jednak dzień, gdy Janek nie usłyszał jej oddechu. Nie obudziła się. Odeszła spokojnie, z uśmiechem na ustach. Kilka tygodni wcześniej, gdy zauważyłem jego wyjątkowe zmęczenie pogarszającym się stanem zdrowia małżonki, zadałem pytanie: „Janku, gdybyś mógł jeszcze raz wybrać…?”. Spojrzał na swoją ukochaną i odpowiedział: „Gdybym mógł na nowo nawet dziesięć razy wybierać, za każdym razem wybrałbym właśnie tę kobietę na moją żonę, gdyż to, co ja jej daję, jest niczym w porównaniu z tym, czego ona mnie nauczyła”.</p></div>
<blockquote>
<p style="text-align: center;">Tekst pochodzi miesięcznika Różaniec</p>
<p style="text-align: center;"><a  href="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/02/R-okladka-II-2011.gif" class="thickbox no_icon" rel="gallery-626" title="R-okladka-II-2011"><img class="aligncenter size-full wp-image-624" title="R-okladka-II-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/02/R-okladka-II-2011.gif" alt="" width="197" height="275" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Zachęcamy także do odwiedzania strony internetowej pisma  <a  href="http://www.rozaniec.eu">www.rozaniec.eu</a>.</p>
<p style="text-align: center;">O “Różaniec” pytaj w sklepach sieci EMPiK,</p>
<p style="text-align: center;">księgarniach religijnych i parafialnych.</p>
<p style="text-align: center;">Prenumeratę miesięcznika możesz zamówić</p>
<p style="text-align: center;">w Wydawnictwie Sióstr Loretanek: Warszawa, ul. Żeligowskiego 16/20</p>
<p style="text-align: center;">tel. (22) 673 58 39, e- mail: prenumerata@loretanki.pl</p>
<p style="text-align: center;"><a  href="http://www.loretanki.pl/">www.loretanki.pl</a></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/milosc-silniejsza-niz-choroba/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dlaczego cierpimy? &#8211; Papież Benedykt XVI</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/dlaczego-cierpimy-papiez-benedykt-xvi/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/dlaczego-cierpimy-papiez-benedykt-xvi/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 06 Mar 2011 21:11:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[pl]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/?p=623</guid>
		<description><![CDATA[W każde cierpienie ludzkie wszedł Ktoś, kto je z nami dzieli i znosi; stąd w każdym cierpieniu jest odtąd obecne con-solatio, pocieszenie przez współcierpiącą miłość Boga. Cierpienie przynależy do ludzkiej egzystencji. Pochodzi ono z jednej strony z naszej skończoności, a z drugiej strony z ogromu win, jakie nagromadziły się w ciągu historii i jakie również [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>W każde cierpienie ludzkie wszedł Ktoś, kto je z nami dzieli i znosi; stąd w każdym cierpieniu jest odtąd obecne con-solatio, pocieszenie przez współcierpiącą miłość Boga.</p>
<p>Cierpienie przynależy do ludzkiej egzystencji. Pochodzi ono z jednej strony z naszej skończoności, a z drugiej strony z ogromu win, jakie nagromadziły się w ciągu historii i jakie również obecnie bez przerwy narastają. Oczywiście należy robić wszystko, co w naszej mocy, aby cierpienie zmniejszyć: zapobiec, na ile to możliwe, cierpieniom niewinnych, uśmierzać ból, pomagać w przezwyciężeniu cierpień psychicznych. Są to obowiązki wynikające zarówno ze sprawiedliwości, jak i z miłości, które wchodzą w zakres podstawowych wymagań chrześcijańskiej egzystencji i każdego życia prawdziwie ludzkiego.</p>
<p>Cierpienie jest wpisane w naturę ludzką</p>
<p>W walce z bólem fizycznym udało się poczynić wielkie postępy. Tymczasem cierpienia niewinnych, jak również cierpienia psychiczne, raczej nasiliły się w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Tak, musimy zrobić wszystko dla pokonania cierpienia, ale całkowite usunięcie go ze świata nie leży w naszych możliwościach – po prostu dlatego, że nie możemy zrzucić z siebie naszej skończoności i dlatego, że nikt z nas nie jest w stanie wyeliminować mocy zła, winy, która – jak to widzimy – nieustannie jest źródłem cierpienia. To mógłby zrobić tylko Bóg: jedynie Bóg, który stając się człowiekiem, sam wchodzi w historię i w niej cierpi. (…)<br />
Możemy starać się ograniczyć cierpienie, walczyć z nim, ale nie możemy go wyeliminować. Właśnie tam, gdzie ludzie, usiłując uniknąć wszelkiego cierpienia, starają się uchylić od wszystkiego, co może powodować ból, tam, gdzie chcą zaoszczędzić sobie wysiłku i bólu związanego z prawdą, miłością, dobrem, staczają się w życie puste, w którym być może już prawie nie ma bólu, ale coraz bardziej dominuje mroczne poczucie braku sensu i zagubienia. Nie unikanie cierpienia ani ucieczka od bólu uzdrawia człowieka, ale zdolność jego akceptacji, dojrzewania w nim, prowadzi do odnajdywania sensu przez zjednoczenie z Chrystusem, który cierpiał z nieskończoną miłością. (…)</p>
<p>…jest miarą człowieczeństwa</p>
<p>Zasadniczo miarę człowieczeństwa określa się w odniesieniu do cierpienia i do cierpiącego. Ma to zastosowanie zarówno w przypadku jednostki, jak i społeczeństwa. Społeczeństwo, które nie jest w stanie zaakceptować cierpiących ani im pomóc i mocą współczucia współuczestniczyć w cierpieniu, również duchowo, jest społeczeństwem okrutnym i nieludzkim. Społeczeństwo nie może jednak akceptować cierpiących i wspierać ich w cierpieniu, jeśli nie są do tego zdolne jednostki. Co więcej, jednostka nie może akceptować cierpienia drugiego, jeśli ona sama nie potrafi odnaleźć w cierpieniu sensu, drogi oczyszczenia i dojrzewania, drogi nadziei. Zaakceptować drugiego, który cierpi, oznacza bowiem przyjąć na siebie w jakiś sposób jego cierpienie, tak że staje się ono również moim. (…)<br />
Cierpieć z innymi, dla innych; cierpieć z powodu pragnienia prawdy i sprawiedliwości; cierpieć z powodu stawania się osobą, która naprawdę kocha – oto elementy fundamentalne człowieczeństwa, których porzucenie zniszczyłoby samego człowieka. (…)</p>
<p>…jest wartością</p>
<p>W historii ludzkości wierze chrześcijańskiej przypada ta właśnie zasługa, że w nowy sposób i z nową głębią obudziła w człowieku zdolność do takich sposobów cierpienia, jakie są decydujące dla jego człowieczeństwa. Wiara chrześcijańska pokazała, że prawda, sprawiedliwość, miłość nie są po prostu ideałami, ale rzeczywistością w najwyższym stopniu. Ukazała nam bowiem, że Bóg (…) zechciał cierpieć dla nas i z nami. (…) Człowiek jest dla Boga tak bardzo cenny, że On sam stał się człowiekiem, aby móc współcierpieć z człowiekiem w sposób rzeczywisty, w ciele i krwi.<br />
Fragm. Encykliki „Spe salvi”, nr 36-39.<br />
Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.</p></div>
<blockquote>
<p style="text-align: center;">Tekst pochodzi miesięcznika Różaniec</p>
<p style="text-align: center;"><a  href="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/02/R-okladka-II-2011.gif" class="thickbox no_icon" rel="gallery-623" title="R-okladka-II-2011"><img class="aligncenter size-full wp-image-624" title="R-okladka-II-2011" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2011/02/R-okladka-II-2011.gif" alt="" width="197" height="275" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Zachęcamy także do odwiedzania strony internetowej pisma  <a  href="http://www.rozaniec.eu">www.rozaniec.eu</a>.</p>
<p style="text-align: center;">O “Różaniec” pytaj w sklepach sieci EMPiK,</p>
<p style="text-align: center;">księgarniach religijnych i parafialnych.</p>
<p style="text-align: center;">Prenumeratę miesięcznika możesz zamówić</p>
<p style="text-align: center;">w Wydawnictwie Sióstr Loretanek: Warszawa, ul. Żeligowskiego 16/20</p>
<p style="text-align: center;">tel. (22) 673 58 39, e- mail: prenumerata@loretanki.pl</p>
<p style="text-align: center;"><a  href="http://www.loretanki.pl/">www.loretanki.pl</a></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/dlaczego-cierpimy-papiez-benedykt-xvi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

<!-- Dynamic page generated in 0.559 seconds. -->
<!-- Cached page generated by WP-Super-Cache on 2012-02-05 20:59:32 -->

