<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Różaniec - modlitwa zawierzenia... &#187; Świadectwa mocy modlitwy różańcowej</title>
	<atom:link href="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/category/pl/swiadectwa/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl</link>
	<description>dawniej rosary.katolik.pl</description>
	<lastBuildDate>Fri, 21 Oct 2011 08:55:37 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Opiekowała się  mną Maryja</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/opiekowala-sie-mna-maryja/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/opiekowala-sie-mna-maryja/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Sep 2009 21:01:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[pl]]></category>
		<category><![CDATA[Świadectwa mocy modlitwy różańcowej]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/?p=492</guid>
		<description><![CDATA[Patrząc wstecz, wyraźnie widzę, że całe moje życie aż  do najdrobniejszych szczegółów zostało  zaplanowane przez Bożą Opatrzność. Urodziłam się 31 lipca 1923 r. jako czwarta z sześciorga dzieci w rodzinie rzemieślniczej, w miejscowości Uhowo Łapy, w woj. białostockim. W czasie okupacji niemieckiej zdobyłam wykształcenie zawodowe w zakresie krawiectwa i dziewiarstwa. Gdy miałam 14 lat, zaczęłam odczuwać  w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="right">Patrząc wstecz, wyraźnie widzę, że całe moje życie</p>
<p align="right">aż  do najdrobniejszych szczegółów zostało  zaplanowane</p>
<p align="right">przez Bożą Opatrzność.</p>
<p>Urodziłam się 31 lipca 1923 r. jako czwarta z sześciorga dzieci w rodzinie rzemieślniczej, w miejscowości Uhowo Łapy, w woj. białostockim. W czasie okupacji niemieckiej zdobyłam wykształcenie zawodowe w zakresie krawiectwa i dziewiarstwa.</p>
<p>Gdy miałam 14 lat, zaczęłam odczuwać  w swej duszy głos powołania do życia zakonnego. Nigdy nie wątpiłam, że ów głos pochodzi od Pana Boga. Nie przypuszczałam jednak, że na mojej życiowej drodze staną jeszcze bardzo trudne zadania.</p>
<p>24 lipca 1938 r. umarła moja matka, w wieku zaledwie 38 lat. Żegnając się z nami, powiedziała: ?Ja już od was odchodzę, a waszą matką będzie teraz Matka Najświętsza?, i prosiła mnie, żebym zaopiekowała się najmłodszą moją siostrzyczką, która miała dopiero rok i 3 miesiące. Prośbę tę przyjęłam jako testament umierającej matki. Przy</p>
<p>śmierci mamy byliśmy wszyscy, ja trzymałam malutką siostrzyczkę na rękach. Zawierzyłam naszą rodzinę Matce Najświętszej, modliłam się i płakałam, prosiłam o Jej matczyną opiekę nad nami. Mając zaledwie 15 lat, zajęłam się wychowaniem najmłodszej siostry. Któregoś dnia, gdy miała 3 lata, przyszła do mnie zapłakana. Zapytałam: ?Co się stało, czemu płaczesz??. A ona mi odpowiedziała: ?Dlaczego wszystkie dzieci mają mamy, a ja nie mam??. Przytuliłam ją, ucałowałam i powiedziałam: ?Masz mnie, ja ci mamę zastąpię?. Uspokoiła się i już więcej z tego powodu nie płakała.</p>
<p>Podczas II wojny światowej zostaliśmy wysiedleni, dom był całkowicie zniszczony. Musiałam się  ukrywać, bo chciano mnie wywieźć na roboty do Niemiec. Matka Najświętsza opiekowała się nami i nikomu nic złego się nie stało. W dalszym ciągu głos wewnętrzny przypominał mi o moim powołaniu do życia zakonnego. Pragnęłam głębszego życia wewnętrznego. Czytałam dużo książek ascetycznych. Miałam stałego kierownika duchowego, który pomagał mi prowadzić życie duchowe. Ciągle modliłam się, żeby nie stracić powołania. W głębi duszy byłam przekonana, że to jest wielka łaska i bezcenny skarb dany mi od Pana Boga. Dopiero w 1945 r. mogłam podjąć próby znalezienia zgromadzenia zakonnego, a to dzięki mojej starszej siostrze, która już wróciła z okupowanej przez Niemców Warszawy i zwolniła mnie ze wszystkich obowiązków rodzinnych.</p>
<p>Pukałam do wielu furt zakonnych, ale wszędzie odmawiano mi przyjęcia. Pewnego razu spotkałam się z ks. Antonim Zalewskim, moim kierownikiem duchowym, który powiedział mi: ?Radziłbym ci wstąpić do Zgromadzenia Sióstr Loretanek, znam je dobrze?. Napisał list i polecił mi zgłosić się z nim do matki generalnej. Gdy ówczesna przełożona generalna, matka Izabela, przeczytała ten list, stwierdziła: ?Dziecko, jest wolą Bożą, żebyś została w naszym zgromadzeniu?. Ogromnie się ucieszyłam i od pierwszego dnia poczułam się na swoim miejscu. Jestem przekonana, że to bł. ks. Ignacy Kłopotowski chciał, żebym została w założonym przez niego zgromadzeniu. Każdego dnia dziękuję dobremu Bogu i Matce Najświętszej za łaskę powołania zakonnego. Naprawdę ?Pan uczynił mi wielkie rzeczy?.</p>
<p>s. Bonitacja M. Górzyńska CSL</p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><span style="font-style: normal;">Tekst pochodzi miesięcznika Różaniec</span></p>
<p style="text-align: center;"><a  href="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2009/09/R-okl.-wrzesien1.gif" class="thickbox no_icon" rel="gallery-492" title="R-okl.-wrzesien1"><img class="aligncenter size-full wp-image-482" title="R-okl.-wrzesien1" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2009/09/R-okl.-wrzesien1.gif" alt="R-okl.-wrzesien1" width="197" height="275" /></a></p>
<p style="text-align: center;">Zachęcamy także do odwiedzania strony internetowej pisma ? <a  href="http://www.rozaniec.eu">www.rozaniec.eu</a>.</p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-style: normal;">O ?Różaniec? pytaj w sklepach sieci EMPiK,<br />
księgarniach religijnych i parafialnych.</span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-style: normal;">Prenumeratę miesięcznika możesz zamówić<br />
w Wydawnictwie Sióstr Loretanek: Warszawa, ul. Żeligowskiego 16/20<br />
tel. (22) 673 58 39, e- mail: prenumerata@loretanki.pl<br />
</span><a  href="http://www.loretanki.pl/"><span style="font-style: normal;">www.loretanki.pl</span></a></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/opiekowala-sie-mna-maryja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tarot (nie)prawdę Ci powie?</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/tarot-nieprawde-ci-powie%e2%80%a6/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/tarot-nieprawde-ci-powie%e2%80%a6/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 23 Jul 2009 22:53:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[pl]]></category>
		<category><![CDATA[Świadectwa mocy modlitwy różańcowej]]></category>
		<category><![CDATA[horoskop]]></category>
		<category><![CDATA[karty]]></category>
		<category><![CDATA[okultyzm]]></category>
		<category><![CDATA[tarot]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/?p=434</guid>
		<description><![CDATA[Moje życie składało się z kart. ?Ktoś? od lat pomagał mi rozwijać talent wróżbiarski. Zły zaczął się stopniowo ujawniać w moim życiu. W końcu podjęłam próbę wyzwolenia. Zajmowałam się tarotem marsylijskim, jednym z najcięższych, jeśli chodzi o magiczne (demoniczne) możliwości. Nawet teraz przechodzą mnie ciarki, kiedy do tego wracam? Karty były moim życiem Na początku musiałam się nauczyć  rozkładów, opanować znajomość symboli i powiązań między [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Moje życie składało się z kart.</p>
<p>?Ktoś? od lat pomagał mi rozwijać talent wróżbiarski.</p>
<p>Zły zaczął się stopniowo ujawniać w moim życiu.</p>
<p>W końcu podjęłam próbę wyzwolenia.</p>
<p>Zajmowałam się tarotem marsylijskim, jednym z najcięższych, jeśli chodzi o magiczne (demoniczne) możliwości. Nawet teraz przechodzą mnie ciarki, kiedy do tego wracam?</p>
<p>Karty były moim życiem</p>
<p>Na początku musiałam się nauczyć  rozkładów, opanować znajomość symboli i powiązań między kartami. Trochę mi to zajęło, ale bardzo się starałam i angażowałam całą siebie. Kontemplowałam karty, rozmawiałam z nimi jak z ludźmi. Właściwie już po kilku tygodniach czułam, że mi wychodzi. Znajomi pytali, a ja im mówiłam, co się wydarzy i co robić, żeby być szczęśliwym (Panie Boże, przepraszam!). Wróżyłam bez opłat. Po roku byłam świetna, po dwóch ? rewelacyjna. Właściwie zajmowałam się tylko tym. Przychodziły do mnie koleżanki, a ja wspierałam je w trudnych sytuacjach życiowych, służyłam radą, którą podpowiadały karty. Miałam misję ? chciałam pomagać innym. Nie było w tym nic złego, tylko sposób, jaki wybrałam, okazał się zupełnie zgubny. Moje życie składało się z kart tarota.</p>
<p>Wtedy jeszcze nie działy się żadne nadzwyczajne rzeczy. Na początku chodziłam do kościoła, byłam lubiana, trochę zamknięta, ale zawsze uśmiechnięta i miła dla ludzi. Potem Kościół nie był mi już jakoś potrzebny, przestałam uczestniczyć we Mszy świętej (na długie lata, jak się okazało). Wszystko by tak pewnie trwało, gdyby nie mój tata, który zauważył, że siedzę w domu, nigdzie nie wychodzę i coraz gorzej wyglądam. Domyślił się, że źródłem problemu mogą być karty ? moje jedyne zajęcie. Pewnego dnia, po przyjściu ze szkoły, chciałam je pokontemplować. Sięgnęłam do szuflady, a tam ich nie było! Ogarnęły mnie furia i rozpacz. Za wszelką cenę musiałam ich dotknąć, żeby poczuć się bezpiecznie. Zaczęłam krzyczeć, a potem prosić, żeby rodzice oddali mi karty. Czułam się tak, jakbym błagała o życie, stojąc pod ścianą i czekając na egzekucję. To, co się ze mną działo, nie było normalne. Podjęłam próbę wyzwolenia się z nałogu.</p>
<p>Zły walczył o mnie zawzięcie</p>
<p>Pierwszym krokiem było spalenie tarota. To był zwrot w mojej historii. Nigdy już żadnych kart ponownie do ręki nie wzięłam. Jestem rodzicom za to bardzo wdzięczna. Dzisiaj myślę, że na długo przed rozpoczęciem procesu mojego uzdrawiania ktoś musiał się za mnie modlić, abym odzyskała światło życia. Pewnie była to mama.</p>
<p>Wszechobecna reklama tarota wzbudzała we mnie niepohamowaną tęsknotę za kartami. Męczyłam się  strasznie, to doświadczenie jest nie do opisania. Nie było we mnie radości i chęci życia. Nie potrafiłam myśleć o normalnych rzeczach. Straciłam poczucie sensu czegokolwiek. Czasami miałam takie chwile, że próbowałam się modlić, ale niesamowicie ciężko mi to przychodziło. Prosiłam Pana Boga, aby przywrócił mi normalny stan postrzegania świata.</p>
<p>Wyrzuciłam wszystkie książki i rzeczy związane z okultyzmem. Wtedy poczułam, z kim mam do czynienia. Zły wiedział, że mnie traci i zaczął się ujawniać. Przychodziły mi do głowy dziwne obrazy, tak po prostu, bez powodu. Widziałam w myślach zdarzenia, które dotyczyły przyszłości: śmierć, choroby i nieszczęścia ludzi. Modliłam się i czułam, że moja modlitwa jest niewystarczająca. Miałam świadomość, że nie jestem ,,sama?. Ktoś od lat ?pomagał? mi rozwijać talent wróżbiarski, a ja myślałam, że te myśli i wizje pochodziły z kart, które dobrze tasowałam. W mojej głowie nagle zaczęły pojawiać się bluźnierstwa, których nie mogłam opanować. Ktoś budził mnie w nocy, czułam czyjąś złowrogą obecność i zwijałam się ze strachu. Miałam myśli samobójcze. Tak jakby Zły upominał się o swoje i groził, że mnie zabije. Walczyłam o normalne myślenie i przegrywałam. Życie traciło dla mnie blask. Gdy byłam w pokoju i próbowałam zasnąć, wtedy duże, czarne robaki chodziły mi po pościeli, czasami drzwi od pokoju wykrzywiały się albo światło zapalało się samo. Na ulicy spotykałam dziwne osoby, jakichś szaleńców z obłędem w oczach. Zaczepiali mnie, o coś pytali. Wiedziałam, że oni wszyscy mają ze sobą coś wspólnego. Teraz myślę, że to Zły wysyłał podejrzanych ludzi, aby mi pokazać, że świat jest jego i że? nie ucieknę. Czasami w pokoju słyszałam złowrogie warczenie psa. Koszmar bez końca. Miałam już przygotowany plan samobójstwa.</p>
<p>W imię Jezusa wyrzekłam się zła</p>
<p>Im więcej się modliłam, tym bardziej byłam wyczerpana. Powracały mi siły, gdy inni modlili się za mnie. Tych modlitw było dużo. Gdy człowiek jest na tyle silny, że ma świadomość wagi problemu, musi uroczyście wyrzec się nieprawości, aby rozpocząć naprawę życia. Przygotowywałam się długo do tego momentu. Otoczona licznymi modlitwami wielu znajomych, podjęłam wreszcie takie wewnętrzne wyrzeczenie się zła i wszelkiego okultyzmu w imię Jezusa Chrystusa.</p>
<p>Działo się to w ciągu dnia, w moim pokoju, gdzie zawsze wróżyłam. W momencie, gdy uroczyście podejmowałam decyzję zerwania z tarotem, zobaczyłam nagle ohydną postać, podobną do wilkołaka, tyle że nieporównywalnie brzydszą i realną. Stałam jak wryta. Pamiętam tę nienawiść w jej oczach. Czegoś takiego nie widziałam u żadnego człowieka. Odruchowo zaczęłam mówić Zdrowaś Maryjo. Po chwili postać zniknęła i już nigdy się nie pokazała. Matka Boża jest kochana i zawsze przychodzi z pomocą. Ona jest niesamowitym uosobieniem piękna, potęgi i pokory, a złe duchy reagują na Maryję jak szczury na widok ognia w ciemnej piwnicy. Po tym zdarzeniu udałam się do egzorcysty, żeby zostać uwolnioną i uzdrowioną w imię Chrystusa i mocą Jego łaski. Tych spotkań było kilka.</p>
<p>Od tamtego czasu minęło pięć lat. Chwała Jezusowi, że mnie wyrwał z otchłani. Niestety, wielu jest takich, którzy nie chcieli uznać tego grzechu i poginęli. Mam za co dziękować.</p>
<p>Demony kart nie znają przyszłości</p>
<p>Ogólne zagmatwanie życia powoduje, że szukamy szybkich odpowiedzi. I wróżby nam ich udzielają. Często dowiadujemy się od wróżek takich rzeczy, że wpadamy w osłupienie, bo przecież nikt nie mógł o tym wiedzieć. Tutaj właśnie jest haczyk, na który ludzie dają się złapać, ponieważ myślą, że wszystko, co mówi wróżka, jest prawdą.</p>
<p>Tarot jest bezpośrednim wejściem w magię. Karty zostały tak pomyślane, aby demony mogły działać we wszystkich obszarach życia człowieka i odgrywać rolę istoty wszechwiedzącej. Sam fakt posługiwania się kartami tarota jest równoznaczny z używaniem zaklęć w celu przywoływania duchów. Osoba wróżąca nie musi o tym wiedzieć, poza tym chodzi właśnie o to, żeby nie wiedziała. Kiedy zadajesz kartom pytanie o przyszłość, wtedy łamiesz pierwsze przykazanie. Demony kart nie znają przyszłości. Mają jednak intelekt i potrafią łączyć pewne zdarzenia. Zły nie zna też naszych wszystkich myśli. Są wróżki, które myślą, że dary te pochodzą od Boga. Taka osoba jest podwójnie zapętlona.</p>
<p>Grzech daje Złemu dostęp do wiedzy o naszym złym życiu. Dlatego, gdy ludzie przychodzili do mnie, to widziałam niektóre zdarzenia z ich życia, bo Zły miał do nich dostęp przez ich grzech. Ja otrzymywałam to w postaci obrazów, bo sama byłam na grzech otwarta. Zły montuje historie z wydarzeń prawdziwych, prawdopodobnych i nieprawdziwych, a ludzie myślą, że całość jest prawdą. Zły duch nie zna także przyszłości i nie panuje nad czasem, tylko Bóg jest władcą czasu.</p>
<p>W Kościele ? uzdrowienie!</p>
<p>Jednym ze zwycięstw złego ducha we współczesnym świecie jest sprowadzenie go do postaci folkloru, nierozpoznawanie go jako realnego i inteligentnego zła. Wiem, że trudno jest wytłumaczyć ludziom, którzy odeszli od Kościoła, że są zagrożeni. Wierzę jednak, że Ewangelia ma moc Boga, który wie, jak dotrzeć do człowieka i przemienić go ? jeżeli tylko się na Niego otworzymy. Bóg ma moc wyrwać nas z sideł Złego.</p>
<p>Pierwsze przykazanie ? ?Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną? ? nie jest przypadkowe w kolejności. Jeśli ta przestrzeń wypełniona jest przez Boga, to nasze życie staje się sensowne, a my sami otrzymujemy siłę, aby dobrze i pięknie je przeżyć (choć nikt nie mówi, że będzie łatwo), ale jeśli nasza ignorancja zaciemnia nam prawidłowy ogląd świata, to dosyć szybko miejsce Boga zajmą bożki. W tę właśnie przestrzeń próbuje wejść Zły. Podsuwa nam różne praktyki rozszerzania świadomości, przepowiadania przyszłości, żeby w końcu samemu się tam zagnieździć, żeby zniszczyć człowieka. Zły odciąga go od Kościoła, bo tam jest Jezus ? nasze zbawienie. Kiedy przestajemy czerpać siłę z sakramentów, to tracimy wrażliwość duchową i odporność na przeciwstawienie się złu.</p>
<p>Osoby, które zajmowały się magią, mimo odbytej spowiedzi, potrzebują dokończenia procesu uzdrawiania i przywracania do życia. Aby otrzymać łaskę uzdrowienia, potrzebna jest pokora i otwarcie się na Jezusa Miłosiernego, który odpuszcza grzechy. Jego miłość daje siły do naprawienia błędów.</p>
<p>Jestem szczęśliwa, że żyję. Wiem, że Bóg mi wybaczył, dał nowe życie i tak cofnął czas, że na moim zegarze jest ciągle za pięć dwunasta. A niedawno wydawało mi się, że nadchodzi czarna noc.</p>
<p>Ania</p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-style: normal;">Tekst pochodzi miesięcznika Różaniec</span></p>
<p style="text-align: center;"><img style="display: block; margin-left: auto; margin-right: auto; border: 0px initial initial;" title="RC07082009" src="http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-content/uploads/2009/07/RC07082009.gif" alt="RC07082009" width="197" height="275" /></p>
<p style="text-align: center;">Zachęcamy także do odwiedzania strony internetowej pisma ? <a  href="http://www.rozaniec.eu">www.rozaniec.eu</a>.</p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-style: normal;">O ?Różaniec? pytaj w sklepach sieci EMPiK,<br />
księgarniach religijnych i parafialnych.</span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-style: normal;">Prenumeratę miesięcznika możesz zamówić<br />
w Wydawnictwie Sióstr Loretanek: Warszawa, ul. Żeligowskiego 16/20<br />
tel. (22) 673 58 39, e- mail: prenumerata@loretanki.pl<br />
</span><a  href="http://www.loretanki.pl/"><span style="font-style: normal;">www.loretanki.pl</span></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/tarot-nieprawde-ci-powie%e2%80%a6/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>MOC MODLITWY RÓŻAŃCOWEJ &#8211; ŚWIADECTWO NAWRÓCENIA</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/moc-modlitwy-rozancowej-swiadectwo-nawrocenia/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/moc-modlitwy-rozancowej-swiadectwo-nawrocenia/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Jan 2009 21:27:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Świadectwa mocy modlitwy różańcowej]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://xn--zdrowaka-rvb.pl/?p=290</guid>
		<description><![CDATA[Wychowani w rodzinach katolickich, w każdą niedzielę uczęszczaliśmy wraz z dwójką dzieci na mszę św., uchodząc za przykładną rodzinę w środowisku. Było dla nas bez znaczenia na ile spóźnimy się, czy usłyszymy całe czytania. Najczęściej staliśmy w kruchcie. Do sakramentów przystępowaliśmy sporadycznie, traktując przy tym spowiedź dość rutynowo. Wkroczyliśmy w świat radiestezji i bioenergoterapii. Nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wychowani w rodzinach katolickich, w każdą niedzielę uczęszczaliśmy wraz z dwójką dzieci na mszę św., uchodząc za przykładną rodzinę w środowisku. Było dla nas bez znaczenia na ile spóźnimy się, czy usłyszymy całe czytania. Najczęściej staliśmy w kruchcie. Do sakramentów przystępowaliśmy sporadycznie, traktując przy tym spowiedź dość rutynowo. Wkroczyliśmy w świat radiestezji i bioenergoterapii. Nie doszukiwałam się korzenia grzechu. Nie prosiłam Ducha Św. o pomoc w rachunku sumienia. Nie pytałam Boga co jest we mnie grzechem. Opierałam się na moim sumieniu, które w ogóle nie było kształtowane na miarę możliwości i wykształcenia. Wiedza religijna pozostawała na etapie szkoły podstawowej. W domu była widoczna tylko wieczorna modlitwa dzieci &#8211; czyli &#8222;paciorek&#8221;, którym zwłaszcza w pierwszych latach życia trochę towarzyszyliśmy. Przygotowanie dzieci do I Komunii Św., zwłaszcza udział w katechezie (1980-82), w salce przy parafii, był dla mnie początkiem nowej ewangelizacji, tematem do wielu refleksji. Rodziło się we mnie sporo dociekliwych pytań, na które nie umiałam wówczas sobie odpowiedzieć. Prosiłam Boga, że jeżeli jest, a to, co Kościół naucza jest prawdą, żebym była szczerze wierząca, a jeżeli nie&#8230;</p>
<p><em>&#8222;Na Watykanie w Kaplicy Sykstyńskiej jest ogromny obraz, namalowany na wielkiej ścianie. Przedstawia &#8222;Sąd Ostateczny&#8221;. Mnóstwo postaci: Chrystus, u jego boku Maryja, aniołowie, Apostołowie i rzesze ludzkie, podnoszące się z tej ziemi ku niebu. Ale jeden fragment szczególnie nas zastanawia &#8211; oto potężny Duch Boży dźwiga z otchłani człowieka, uczepionego na różańcu!&#8221;</em></p>
<p>W tym czasiedokonano porwania ks. J. Popiełuszki. Ks. Prymas St. Wyszyński wezwał naród do modlitwy różańcowej.</p>
<p>Wówczas wróciły we mnie wspomnienia modlitwy różańcowej w moim rodzinnym domu, kiedy Mama bezsilna wobec nawracającej się choroby Ojca, klęczała razem z nami i odmawialiśmy różaniec &#8211; a po Jej policzkach płynęły łzy.</p>
<p>Poruszona tragicznymi wydarzeniami, grozą sytuacji, a potem żalem, że w tak okrutny sposób można zamordować człowieka &#8211; księdza &#8211; bez namysłu i ja wzięłam do ręki różaniec! W domu zagościła wspaniała atmosfera oraz zrozumienie z mężem, czego wcześniej nie było&#8230; Zaczęłam podejrzewać, że były to owoce tej modlitwy. Wkrótce życie potoczyło się starym torem. Jednak codzienne trudy, zgrzyty i kłótnie doprowadziły mnie do mocnego postanowienia, że w intencji naszego małżeństwa &#8211; szczególnie męża &#8211; muszę odprawić nowennę różańcową przez dziewięć tygodni. W tym czasie przyjechały do Polski dwa małżeństwa z Ruchu Équipes Notre Dame we Francji. Na sąsiedniej ulicy miało miejsce spotkanie Kręgu Ruchu Domowy Kościół (Oaza Rodzin). Mój mąż został poproszony jako tłumacz (wraz z rodziną). Szliśmy niezbyt chętnie, ale nie wypadało nam odmówić.</p>
<p>Pan przygotował nam nową drogę. Radosna atmosfera, pełna miłości, piękne śpiewy, agapa i otwarcie się wspólnoty na innych &#8211; zburzyły nasze mury. Marie-Thérese i Dominique dzielili się głęboką wiarą i znajomością Pisma Świętego, które splatały się z problemami życia małżeńskiego, rodzinnego. My, jako &#8222;niedzielni katolicy&#8221; byliśmy zafascynowani. Po chwili okazało się, że goście z Francji to ludzie szczególni dla nas. Marie-Thérese urodziła się w miejscowości Civray we Francji, tak jak i mój mąż Patrick. Nie pamiętali siebie, ale znali swoje rodziny &#8211; rodziców i dziadków. Popłynęły łzy radości. Było to bardzo wzruszające. Mąż wyjechał z Francji (z rodzicami) mając 10 lat!</p>
<p>Zostaliśmy &#8222;porwani&#8221; mocą Ducha Świętego i nie pytając się nawet o szczegóły formacji weszliśmy do wspólnoty Kościoła Domowego. Po kilku miesiącach przeżyliśmy piętnastodniowe rekolekcje w Krościenku &#8211; według kolejnych tajemnic różańca.</p>
<p>Wcześniej, chociaż mieliśmy po 33 lata i studia wyższe, nie było w nas pragnienia, aby poznawać Pismo Święte. Z góry oceniłam, że ewangelie można trochę zrozumieć, ale np. listy? Jakie było moje zdziwienie, kiedy przerabiane tematy w kręgach, według zaznaczonych fragmentów Pisma Św. przynosiły tyle mądrych pouczeń dotyczących małżeństwa wychowania dzieci i osobistej świętości. Przez dwa tysiące lat Słowo Boże jest aktualne, żywe i skuteczne. Modlitwa wspólnoty w językach, dary Ducha Św., to był klucz do otwarcia nowej rzeczywistości mojej wiary. Codzienna eucharystia, lektura Pisma Św. i modlitwa rodzinna po powrocie z Krościenka stały się dla nas regułą.</p>
<p>Wkrótce oczekiwaliśmy na urodzenie trzeciego dziecka. Byliśmy otoczeni przyjaciółmi ze wspólnoty i z nowym duchem przyjmowaliśmy zamysł Boży. Spokój nasz zmącił najpierw Czarnobyl, a potem różyczka, która uniemożliwiła nam wspólny wyjazd na rekolekcje do Częstochowy, również i tym razem z udziałem małżeństw z ruchu Équipes Notre Dame. Mąż pojechał sam, służąc jako tłumacz. Tam od pewnego księdza otrzymał książkę pt. &#8222;Zamach na Ojca św. w świetle Fatimy&#8221;. Nikt nie przypuszczał, że ta lektura miała nas przygotować na bardzo ważne wydarzenie w naszym życiu.</p>
<p>Ja stanęłam w prawdzie, że tu już nie pomogą łzy ani tabletki, a wszystko zależy od Boga.</p>
<p>I tak sporadycznie odmawiany różaniec przeze mnie, czy przez nas razem, zajął centralne miejsce każdego mojego dnia. W wierze spotykałam się z Maryją i Jezusem w kolejnych tajemnicach ich życia. Zbliżało się rozwiązanie. Sięgnęłam po książkę przywiezioną przez męża z Częstochowy. Wydarzenia fatimskie przeniknęły moje serce, umysł i duszę. Długo zostawałam myślami w dolinie Cova da Iria, podczas kolejnych objawień, szczególnie 13.X wobec cudu słońca.</p>
<p>Nadszedł upragniony dzień i na świat przyszedł, pomimo poważnego zagrożenia życia przy porodzie, dorodny syn Dominique. Był to 13 października 1986 roku. Fatima stała się dla mnie rzeczywistością i wezwaniem.</p>
<p>Od tego czasu nie ustajemy w modlitwie różańcowej. Jest to nasza modlitwa, zarówno osobista jak i rodzinna, w której od wieku przedszkolnego bierze udział również Dominique. Mam wrażenie, że miłość do różańca &#8222;wyssał z mlekiem matki&#8221;.</p>
<p>Często dołączaliśmy do tajemnic różańcowych nasze radości i smutki &#8211; trudności wychowawcze, czy lęk o przeżycie następnego dnia, kiedy mąż stracił pracę. Zdarzało się, że nie wiedzieliśmy w jaki sposób rozwiążemy walące się problemy, za co przeżyjemy następny dzień, kiedy lodówka była prawie pusta. Pewni byliśmy jednego, że odmówimy różaniec.</p>
<p>Kiedy o 2230, w majowy wieczór, modliliśmy się w tajemnicach radosnych, prosząc szczególnie św. Józefa, który przecież też troszczył się o utrzymanie rodziny, aby uprosił dar dalszej pracy &#8211; zadzwonił telefon. Była to pozytywna odpowiedź na złożoną wcześniej ofertę pracy, ratująca naszą rodzinę. Prawdziwe koło ratunkowe!</p>
<p>Różaniec to nie tylko tajemnice radosne. Przyszedł czas na tajemnice bolesne. Kiedy urodziło się czwarte dziecko w Uroczystość NSPJ, jak się okazało dziecko specjalnej troski, chwile buntu i niezrozumienia dotykały serca i myśli&#8230; Po co było tyle modlitwy przed rozwiązaniem i Msza św. w grocie narodzenia Pana Jezusa w Betlejem, nowenna sióstr klauzurowych, różaniec. Boże, gdzie Ty byłeś? Może tu był błąd, może tam, może położna&#8230; I tu dyskretna odpowiedź z Krzyża &#8211; &#8222;Ja też nie musiałem&#8221;. Wtedy zrozumiałam, że Bóg może dać Krzyż jako dar, jako zadanie. Matka Boża fatimska obdarowała nas nie tylko modlitwą różańcową, ale również pokutą! Właśnie znoszenie cierpliwe z poddaniem cierpień i trudności to pokuta, o którą prosiła w 1917 roku Matka Boża Różańcowa.</p>
<p>W tajemnicach bolesnych prosimy o odsunięcie tego kielicha, jeśli taka Boża wola. Prosimy o uzdrowienie Kasi w ranach Jezusa przez Jego gorzką mękę, o męstwo wobec wyszydzenia świata, o &#8222;Cyrenejczyków&#8221; na drodze oraz klęcząc pod krzyżem o miłosierdzie dla Kasi i dla nas, przez Krew i Wodę, która wytrysnęła z Najświętszego Serca Jezusowego.</p>
<p>Pierwsze zdanie jakie powiedziała Kasia, kiedy miała ponad 5 lat i nauczyła się powtarzać sylabami było:</p>
<p class="center">JE &#8211; ZU U &#8211; FAM TO &#8211; BIE</p>
<p>To zdanie, które jest wielką łaską i ma tak ogromną moc stało się jej codzienną modlitwą.</p>
<p>Właściwie, to nie ja nauczyłam ją pierwszych słów. Niespodziewanie zaczęła to robić po szczególnej koronce w godzinie Miłosierdzia. Była cała rodzina, również dziadkowie. Kolejno wszyscy prowadzili dziesiątki Koronki, tylko Kasia tuliła do siebie obrazek Pana Jezusa Miłosiernego (opublikowany w &#8222;Miłujcie Się&#8221;), po którego promieniach płynęła oleista ciecz. Po południu ćwiczyłyśmy mowę. Zdziwiło mnie, że zaczęła powtarzać sylaby!!! Następnego dnia, podczas cotygodniowej terapii, zwróciła uwagę Pani logopeda: &#8222;Czy Pani widzi jak ona językiem rusza? Czy Pani widzi jak ona powtarza?&#8221; Odpowiedziałam tylko jedno: &#8222;Ja jej tego nie nauczyłam&#8221;. Na następne zajęcia przyniosłam &#8222;Miłujcie się&#8221; i dłam świadectwo. Po każdej mszy św. w intencji Kasi, po pielgrzymkach do sanktuariów, po modlitwie rodzinnej zauważyliśmy nowe umiejętności. Uzdrowienie emocjonalne, poprawa pamięci, usprawnienie ruchowe &#8211; to przykładowe etapy uzdrawiania Kasi. Wszystkim terapeutom powtarzam: &#8222;Pan Jezus uzdrawia, a Pani rehabilituje&#8221;, bo chociaż jestem pełna uznania dla ogromu pracy pedagogów na wszystkich terapiach, to jednak uważam, że bez Łaski Bożej są progi, których się nie przekroczy. Potrzeba wsparcia nie tylko dla chorego dziecka, ale również dla rodziców i nauczycieli. Dlatego wszystkim opiekunom dzieci specjalnej troski, chorym, mówię: zostawcie radiestetów, bioenergoterapeutów, wróżbiarzy, czarowników. To jest okultyzm. Jezus żyje. Czeka na was, przyjdźcie do Niego ze swoimi problemami, korzystajcie z sakramentów. Jezus, chociaż nie miał specjalizacji, jest najlepszym lekarzem. Leczy nie tylko ciało, ale i ducha.</p>
<p>Dzisiaj pragniemy dzielić się doświadczeniem mocy i łaski modlitwy różańcowej wśród znajomych, we wspólnocie i na rekolekcjach. Dominique zaprasza do serwisu różańcowego w Internecie.</p>
<p>Historia zbawienia zawarta w piętnastu tajemnicach różańcowych może być tematem codziennej pielgrzymki duchowej do Ziemi Świętej i być miejscem spotkań z Maryją, która w każdej tajemnicy przybliża nas do Jezusa.</p>
<p class="right">Odmawiajcie różaniec!<br />
Anna i Patrick</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/moc-modlitwy-rozancowej-swiadectwo-nawrocenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Różaniec w moim życiu</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/rozaniec-w-moim-zyciu/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/rozaniec-w-moim-zyciu/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Jan 2009 21:55:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Świadectwa mocy modlitwy różańcowej]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zdrowaśka.pl/?p=88</guid>
		<description><![CDATA[Różaniec? chyba nigdy nie przepadałam za tą modlitwą, wydawała mi się długa i nudna&#8230; Żadko sa ma z siebie modliłam się na różańcu. Ale jakieś kilka lat temu, kiedy moja ciocia szykwała się do trudnej operacji kręgosłupa (a był to październik) zaczęłam chodzić tak często jak tylko mogłam do kościoła na nabożeństwo różańcowe, modliłam się, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="justify">Różaniec? chyba nigdy nie przepadałam za tą modlitwą, wydawała mi się długa   i nudna&#8230; Żadko sa ma z siebie modliłam się na różańcu. Ale jakieś kilka lat   temu, kiedy moja ciocia szykwała się do trudnej operacji kręgosłupa (a był to październik) zaczęłam chodzić tak często jak tylko mogłam do kościoła na nabożeństwo różańcowe, modliłam się, żeby wszystko było dobrze, żeby operacja się udała&#8230; W listopadzie wujek zadzwonił i powiedział, że wszystko się dobrze goi i ciocia nie będzie musiała jeździć na wózku, moja radość nie miała granic. To jednak nie wszystko, modlitwa różańcowa daje mi siłę, nadzieję na to, że będzie lepiej, chodzę na nabożeństwa fatimskie i to własnie ta modlitwa daje mi najwięcej&#8230; Wiem, że gdyby nie ona już dawno popełniłabym z różnych powodów samobójtwo&#8230; &#8211; Agata</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/rozaniec-w-moim-zyciu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nadesłane świadectwo</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/nadeslane-swiadectwo/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/nadeslane-swiadectwo/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Jan 2009 21:54:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Świadectwa mocy modlitwy różańcowej]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zdrowaśka.pl/?p=86</guid>
		<description><![CDATA[Szczęść Boże! Mam na imię Adam. Zacznę od tego, kim kiedyś byłem i co kiedyś robiłem. Od kiedy tylko pamiętam mojemu życiu towarzyszyły papierosy, alkohol, a później narkotyki. A co się wiąże z tym więzienie, które było konsekwencją tego, ze potrzebowałem non stop pieniędzy na narkotyki. Tak było przez prawie 20 lat. Ale cały czas była przy mnie moja matka i wierzę, że dzięki niej była przy mnie matka Jezusa, bo ona jak nikt inny wie, co to jest cierpienie. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="justify">Szczęść Boże! Mam na imię Adam. Zacznę od tego, kim kiedyś byłem i co kiedyś robiłem. Od kiedy tylko pamiętam mojemu życiu towarzyszyły papierosy, alkohol, a później narkotyki. A co się wiąże z tym więzienie, które było konsekwencją tego, ze potrzebowałem non stop pieniędzy na narkotyki. Tak było przez prawie 20 lat. Ale cały czas była przy mnie moja matka i wierzę, że dzięki niej była przy mnie matka Jezusa, bo ona jak nikt inny wie, co to jest cierpienie.</p>
<p class="justify">Moje życie w uzależnieniu trwało bardzo długo, ale modlitwy mojej mamy i wstawiennictwo Matki Bożej przyniosły nieoczekiwany skutek. Pewnego dnia zostałem pobity i nieprzytomny z krwiakiem mózgu trafiłem do szpitala. Gdy już nie było dla mnie szans lekarz zaproponował mojej mamie, aby przyprowadziła księdza z ostatnim namaszczeniem, a cała rodzina przyszła się pożegnać. Ale nie umarłem, Pan Bóg miał co do mnie inne plany. Wierzę, że wtedy Bóg mnie wyzwolił z wszelkich nałogów.</p>
<p class="justify">Po operacji trafiłem na salę, na której był pan, który słuchał modlitw w Radiu Maryja. Na początku myślałem, że zwariuję. Ale nie miałem wyjścia. Chcąc nie chcąc zacząłem wsłuchiwać się w słowa modlitw. Gdy wróciłem do domu, sam zacząłem słuchać Radia Maryja.</p>
<p class="justify">Po dwóch miesiącach leżenia w domu nagle wstałem z łóżka i zacząłem powoli uczyć się chodzić. Myślałem, że to wszystko moja zasługa. Zacząłem znów pić piwo, palić papierosy.</p>
<p class="justify">Kumpel, którego spotkałem na grupie AN u ojców Paulinów we Wrocławiu. przyprowadził mnie na msze katolickiej wspólnoty Hallelujah. Nie ma przypadków. Zacząłem poznawać ludzi ze wspólnoty i mimo, że mój kolega zaczął brać narkotyki, ja krok po kroku zbliżałem się do Boga.</p>
<p class="justify">Gdy przyjechałem pierwszy raz w życiu w maju 2004 roku na Jasną Górę, byłem wolny od prawie wszystkich nałogów, paliłem jeszcze tylko papierosy. Jednak po wyjściu z kaplicy Cudownego Obrazu uwolniłem się i od tego uzależnienia.</p>
<p class="justify">Wiem, ze teraz muszę dawać też coś od siebie. Pierwszym krokiem była Jasnogórska Rodzina Różańcowa. Po śmierci papieża Jana Pawła II znalazłem ulotkę z wezwaniem do podjęcia duchowej adopcji dziecka poczętego. Było to podczas Apelu Jasnogórskiego we wrocławskiej Katedrze, gdzie modliłem się przed pogrzebem Ojca Świętego. Dzień po uroczystościach pogrzebowych przyjąłem sakrament bierzmowania. Wtedy też postanowiłem podjąć duchową adopcję dziecka poczętego. Wierzę, że dzięki temu zobowiązaniu spotkało mnie wiele łask. Poznałem dziewczynę, o której wcześniej nawet nie mogłem marzyć. Z tego wszystkiego zapomniałem, że modlitwę za poczęte dziecko odmawia się przez 9 miesięcy, ja odmawiam ją w dalszym ciągu. Jest to już moje drugie zobowiązanie.</p>
<p class="justify">Dzięki modlitwie duchowej adopcji klękam i odmawiam różaniec nawet wtedy, gdy bardzo mi się nie chce. Czuję się odpowiedzialny za to dziecko. Na początku to, ze będę musiał odmawiać różaniec każdego dnia przerażało mnie. Teraz wiem, ze to ogromna łaska.</p>
<p class="justify">Adam</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/nadeslane-swiadectwo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ks. Paweł Piotrowski TChr. &#8211; Misjonarz z Brazylii</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/ks-pawel-piotrowski-tchr-misjonarz-z-brazylii/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/ks-pawel-piotrowski-tchr-misjonarz-z-brazylii/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Jan 2009 21:52:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Świadectwa mocy modlitwy różańcowej]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zdrowaśka.pl/?p=81</guid>
		<description><![CDATA[Dobiegł do końca jeszcze jeden z zimnych, niemal jesiennych tego roku dni majowych. Ciemno już, ale w pokoiku Mamy świeci się jeszcze lampka nocna. Uchylam ostroż-nie oszklone drzwi. Aby dotrzeć do Jej łóżka, trzeba najpierw przejść obok oszklonej szafy, zajmującej prawie połowę przestrzeni małego pomieszczenia. Od czterech lat, odkąd poja-wiły się problemy z sercem, większą część dnia spędza Mama właśnie tu, na łóżku. Czyta stare roczniki "Przewodnika Katolickiego" przy pomocy lupy, którą dostała od mego przyjaciela, lub odmawia różaniec. Nawet teraz nie potrafi być zupełnie bezczynną. Zastaję Ją z różańcem. Zdjęła okulary, bez których już prawie nic nie widzi, więc zwróciła twarz w mo-im kierunku, oczekując na jakieś słowo, które pozwoliłoby poznać kto wszedł. Lampka umieszczona tuż nad głową oświetla dokładnie Jej twarz.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>ANIOŁ PAŃSKI</strong></p>
<p class="justify">Dobiegł do końca jeszcze jeden z zimnych, niemal jesiennych tego roku dni majowych. Ciemno już, ale w pokoiku Mamy świeci się jeszcze lampka nocna. Uchylam ostrożnie oszklone drzwi. Aby dotrzeć do Jej łóżka, trzeba najpierw przejść obok oszklonej szafy, zajmującej prawie połowę przestrzeni małego pomieszczenia. Od czterech lat, odkąd pojawiły się problemy z sercem, większą część dnia spędza Mama właśnie tu, na łóżku. Czyta stare roczniki &quot;Przewodnika Katolickiego&quot; przy pomocy lupy, którą dostała od mego przyjaciela, lub odmawia różaniec. Nawet teraz nie potrafi być zupełnie bezczynną. Zastaję Ją z różańcem. Zdjęła okulary, bez których już prawie nic nie widzi, więc zwróciła twarz w moim kierunku, oczekując na jakieś słowo, które pozwoliłoby poznać kto wszedł. Lampka umieszczona tuż nad głową oświetla dokładnie Jej twarz.</p>
<p class="justify">Jakże się zmieniła ta twarz! Zachowało się zdjęcie rodzinne z Jej panieńskich jeszcze czasów. Stoi tam w całej gromadzie swych sióstr (było ich piętnaścioro rodzeństwa), młodziutka, urocza, o odważnym, może nieco surowym (po dziadku) spojrzeniu. Widać w Jej twarzy energię, zdecydowanie, siłę woli. Tuż po wojnie zrobiliśmy zdjęcie naszej rodziny. Od czasu tamtego, pierwszego, upłynęło ćwierć wieku. Sześcioro Jej dzieci pozuje z pogodą i uśmiechem. Ona przestała się uśmiechać. Bardzo wiele zapłaciła, byśmy my mogli się uśmiechać i z ufnością patrzeć w przyszłość. Włosy już wtedy prawie zupełnie Jej wybielały. Na twarzy widać zmęczenie, cierpienie i wagę. Z uroczej twarzy dziewczęcej pozostało już tylko zdecydowanie i siła woli.</p>
<p class="justify">Upłynęło znowu ćwierć wieku i mam Jej twarz przed sobą. Oczy zapadły się głęboko. Na jedno z nich nie widzi zupełnie nic. Poddała się operacji na kataraktę i zabieg się udał. Twierdzi, że po operacji widziała dobrze i dopiero podczas jednego z zabiegów pielęgniarka wbiła Jej w oko jakiś instrument. Drugim okiem bez swych grubych szkieł nic nie widzi. Sztuczne szczęki nie chcą się już trzymać dziąseł, więc przestała je używać. Usta i policzki uciekły w głąb twarzy, uwydatniając jeszcze bardziej nos o lekkim żydowskim wygięciu. Język 0o chwilę nerwowo zwilża wargi (to już nabytek ostatniej choroby). Porównanie jest wstrząsające i czuję, że na widok Jej wyniszczenia ogarnia mnie wzruszenie.</p>
<p><strong>Mamo, to ja.</strong></p>
<p class="justify">Na twarzy pojawia się zadowolenie. Wyciąga w moim kierunku rękę i gdy spotyka moją dłoń, zaczyna ją pieścić. To jest też nabytek ostatnich lat. Dawniej nigdy by sobie na to nie pozwoliła. Nie chciała rozpieszczać swych dzieci, wiedząc, że życie obejdzie się z nimi tak samo, jak z Nią: da więcej doświadczeń niż radości. Chciała nas na nie przygotować. Nie manifestowała swych. uczuć. A panowała nad sobą tak dalece, że przy moim pierwszym wyjeździe z Polski na misje, kiedy nawet jeszcze się nie mówiło o przyjazdach na wakacje i wyjazd był pożegnaniem prawie na zawsze, żegnając się ze mną na peronie dworca kolejowego, nie miała łez w oczach. Przez moment tylko, gdy stałem już w oknie wagonu i pociąg ruszył, Jej twarz zmieniła się, przypominając twarz małego skrzywdzonego dziecka. AIe to był tylko moment. Natychmiast się opanowała, wyciągnęła chusteczkę, by mi nią powiewać. I taką zapamiętałem Ją sobie. Z listu siostry dowiedziałem się, że pozwoliła sobie na łzy dopiero po powrocie do domu.</p>
<p class="justify">Kończymy teraz razem różaniec. Opowiadam Jej nieco o mojej pracy. Robię wreszcie to, co Ona przez długie lata robiła wszystkim swym dzieciom: kreślę Jej na czole znak krzyża św. Zamyka powieki tak spokojnie i ufnie, jak ja za dziecinnych lat.</p>
<p class="justify">
<p><strong>Dziecinne lata!</strong></p>
<p class="justify">Oto obraz, który zarejestrował się w mojej pamięci jako najstarsze wspomnienie z dzieciństwa: siedzę na kolanach Mamy i słucham Jej opowiadań biblijnych. Musiały te opowiadania być częste, bo kiedy zacząłem chodzić na katechizm, to, czego ksiądz uczył, było mi dobrze znane. Pamiętam do dzisiaj niektóre pytania jakie zadałem Matce, i pamiętam Jej szczere i trafne odpowiedzi.</p>
<p class="justify">Głębokie wrażenie zrobiło na mnie zachowanie się Matki w momencie bardzo krytycznym. Była to niedziela stycznia lub lutego 1940 roku. Godzina szósta rano. Spaliśmy jeszcze. Zadzwonił dzwonek przy wejściu i okazało się, że policja niemiecka przyszła odebrać nam mieszkanie, nie pozwalając nic zabrać. Dali trzydzieści minut na ubranie się i opuszczenie mieszkania. Było to sławne już wówczas wysiedlanie. Rodzice zachowali zupełny spokój. Nie było łez, nie było rozpaczy, choć w jednej chwili staliśmy się zupełnymi nędzarzami. Zdziwiony tym spokojem spytałem Mamę, czy Jej nie żal tego wszystkiego, co traci. Odpowiedziała mi słowami Hioba: &quot;Bóg dał, Bóg wziął, niech będzie Imię Jego pochwalone!&quot; Wielokrotnie jeszcze miałem możność przeżyć Jej wiarę.</p>
<p class="justify">W styczniu 1945 roku mieszkaliśmy na przedmieściu Kielc. Ojciec już od roku był w Niemczech, wywieziony na przymusowe roboty. Rosjanie rozpoczęli ofensywę i front zbliżał się szybko. Wszyscy baliśmy się tego, co może nastąpić. Niemcy mieli niszczyć wszystko przed odejściem. Zostać na miejscu, czy uciekać do bezpieczniejszego zakątka? Gdzie taki znaleźć? Mama zadecydowała: &quot;Zostajemy. Nic nam się nie stanie, bo oddałam was wszystkich w opiekę Miłosierdziu Bożemu&quot;. W niedzielę, nad wieczorem, spadły pierwsze pociski artyleryjskie. Ostrzeliwanie trwało całą noc i część poniedziałku. Po południu byliśmy już w ręku Rosjan. Kolejną noc spędziliśmy sami wśród wojska, bowiem ludność okoliczna, która szukała poprzednio u nas schronienia, rozeszła się do domów. Tłumy żołnierzy przechodziły obok nas. Posłanie uszykowaliśmy sobie w piecu wapiennym, który służył zarazem jako schron. Nic nam się nie stało. Następnego dnia przelatujące nad nami samoloty rosyjskie rzuciły przez pomyłkę bomby na swoje własne pozycje. Jedna z nich trafiła w nasz dam. Najbliżej miejsca wybuchu znajdowała się najstarsza siostra. Oddzielała ją od miejsca eksplozji jedynie gruba kamienna ściana starego magazynu. Ściana znikła zupełnie, a stający nieco dalej na podwórzu samochód ciężarowy został wygięty w półksiężyc i cały posieczony odłamkami. Siostrze nic się nie stało! Wewnątrz domu znajdowała się Mama i dwie najmłodsze siostry. Siła wybuchu wywróciła szafę i ustawiła ją bokiem, tuż przed leżanką, na której siostry siedziały bezpiecznie pod tą osłoną. Mama została podmuchem wciśnięta w róg pokoju i gdy kurz opadł, mogła jedynie stwierdzić, że Bóg nie opuszcza tych, co Mu ufają. Istniał w naszej rodzinie zwyczaj wspólnego odmawiania różańca. Codziennie kto inny prowadził modlitwę, a reszta rodziny odpowiadała. Podczas wojny odmawialiśmy jedynie tajemnice bolesne. Kiedy przychodziła pora modlitwy, udawałem nieraz śpiącego, licząc, że Rodzice się zlitują i pozwolą mi pójść spać bez różańca. Prawie nigdy to się nie udawało. Nie spostrzegłem nawet, kiedy Rodzice zaczęli do dawać do różańca jeszcze jedną dziesiątkę. Kilkakrotnie pytałem, w jakim celu to robią, bo przecież to, co odmawiamy, jest i tak wystarczająco długie, ale nie otrzymałem wyjaśnienia. &quot;Przyjdzie czas, że się dowiesz&quot;. I przyszedł. W dzień moich święceń kapłańskich Mama wyznała, że zawarła z Ojcem umowę: postanowili modlić się o powołanie do służby Bożej dla swych dzieci. Kiedy połowa z nas już była w zakonie, przestali się modlić. Podczas jednej z mych wizyt w Polsce, powiedziała mi: &quot;Szkoda; że przestaliśmy się modlić! Wyście otrzymali lepszą cząstkę&quot;. Jestem przekonany, że właśnie tej modlitwie zawdzięczam moje powołanie.</p>
<p class="justify">Studiowałem właśnie filozofię, kiedy świadomość ofiary, jaką brat poniósł dla rodziny, odebrała mi spokój. To on utrzymywał w tym czasie całą rodzinę, za chorego Ojca, rezygnując ze studiów. Dlaczego tylko on ma się poświęcać? Teraz ja przerwę studia i popracuję. Niech on odetchnie trochę. Zwróciłem się najpierw do przełożonego i nie napotkałem trudności. Kiedy mój plan przedstawiłem w domu, Rodzice byli jednomyślni w odrzuceniu ga. &quot;Dlaczego mamy bardziej ufać tobie niż Opatrzności Bożej?&quot; Nie zgodzili się ze mną. A była to pierwsza połowa lat pięćdziesiątych, kiedy sytuacja gospodarcza całego kraju, a mojej rodziny w szczególności, była beznadziejna. Krótko po naszej rozmowie zjawił się niespodziewanie u Rodziców pewien człowiek, by spłacić dług swego ojca, zaciągnięty jeszcze przed wojną. Nikt go nie szukał. Rodzice już zapomnieli o pożyczanych pieniądzach. To Bóg chciał odpowiedzieć na ich zaufanie.</p>
<p class="justify">Wielki wpływ na formację religijną i na postawę życiową Matki wywarła babcia. Mama uważała ją za świętą i wspominała z największym uznaniem rady, które od niej dostała. To właśnie babcia wybrała Mamie męża. Zaraz po ślubie Mama prawie co rok rodziła. Kiedy po raz czwarty znalazła się w ciąży, poskarżyła się przed babcią na swój los. &quot;Dziękuj Panu Bogu&quot; usłyszała w odpowiedzi. I zapamiętała sobie dobrze te słowa. A chodziło wtedy o mnie. Zrezygnowała z wszelkich rozrywek i poświęciła się bez reszty swojej rodzinie: mężowi, którego bardzo kochała, i dzieciom. Chciała, by i dzieci nauczyły się stawiać obowiązek ponad przyjemność, na pierwszym miejscu. Przez lata wojny chodziliśmy codziennie z bratem do kaplicy szpitalnej, by służyć do Mszy św. Trzy kilometry w jedną stronę. Trzeba było wyjść z domu przynajmniej o szóstej rano, by zdążyć na czas. Budziła nas Mama. Mogło padać, mógł sypać śnieg, mogło być błoto to nie były przeszkody. Przeczuwała pewnie, jak bardzo to nam się przyda w życiu. Kiedy obie starsze siostry wstąpiły do Zgromadzenia Sióstr Św. Wintentego, nie było w Zgromadzeniu zwyczaju odwiedzin w rodzinie. Gdy więc najstarsza siostra zjawiła się nagle w domu, Mama nie chciała z nią prawie rozmawiać (&quot;Skoro jesteś zakonnicą, bądź nią na całego&quot;). Dopiero później dowiedziała się, że ten przyjazd nastąpił na wyraźne życzenie przełożonej.</p>
<p class="justify">Nie wystarczało wykonać polecenie, trzeba było dobrze je wykonać. Nie zadowalała się byle czym. Wprawdzie nie posiadała wykształcenia, &quot;które nam potrafiła zapewnić, ale obdarzana była dużą subtelnością. Pewnego dnia zacząłem wyśpiewywać zapamiętaną sobie skądś piosenkę: Góralu, czy ci nie żal? Śpiewałem najżałośniej jak umiałem i spytałem, czy górale też tak smutno śpiewają, jak ja, gdy opuszczają swoją ziemię. &quot;Jeszcze smutniej&quot;. Próbowałem jeszcze kilkakrotnie śpiewać, już prawie z płaczem, ale zawsze dawała tę samą odpowiedź. Miałem wówczas pięć lat. Może godzinę przed moim wyjazdem na misje, gdy walizki stały już spakowane, usiedliśmy w milczeniu naprzeciw siebie. Zanuciłem tę samą melodię i spytałem, czy przypomina sobie, jak kiedyś to wyśpiewywałem. &quot;Czy górale śpiewają smutniej niż ja?&quot; Teraz dopiero uznała, że śpiewam tak samo jak oni. Rodzice bardzo szanowali się i kochali. Ojciec był szlachetnym i dzielnym człowiekiem. Matka starała się podkreślić jego pozycję i dać mu zawsze pierwsze miejsce. Kiedy jednak został wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec w 1944 roku, cały ciężar odpowiedzialności za rodzinę spadł na Jej barki. Nie załamała się w najtrudniejszych warunkach. Z niezwykłą odwagą walczyła o nas w dosłownym tego słowa znaczeniu. Pamiętam, jaki spokój zachonwała podczas rewizji w naszym domu, gdy brat ukradł oficerowi niemieckiemu rewolwer i mieliśmy być za to rozstrzelani. Nie bała się oddać naszego domu na tajne nauczanie. Pamiętam, jak potrafiła odebrać żołnierzom frontowym z ręki rzeczy ukradzione z naszego domu. Pamiętam powrót z wygnania: tydzień podróży bez snu, w najgorszych warunkach, nawet na lokomotywie i pieszo, z tobołkami na plecach. Właśnie podczas tej podróży, gdyśmy spędzali noc w sali dworca kolejowego w Jarocinie, zatłoczonej takimi tułaczami, jak i my, kilku .podpitych dryblasów zaczęło śpiewać sprośne piosenki. Ona jedna miała odwagę głośno zaprotestować, i uznano Jej protest! Pamiętam, jak organizowała na nowo życie naszej rodziny po powrocie do Gniezna. Po zakończeniu wojny Ojciec powrócił. Miał jednak zdrowie już tak zniszczone, że nie wytrzymał ustawicznego prześladowania podatkami i nacisku na inicjatywę prywatną w okresie stalinowskim. Przeszedł na emeryturę i ostatnie lata, schorowany, spędził zupełnie zależny od Matki. We wszystkim opiekowała się nim z całym poświęceniem. Okres rozłąki, a potem choroby, sprawił, że Ona sama musiała czuwać nad wszystkim i podejmować decyzje. Z natury autorytatywna, znajduje w tych warunkach &quot;wodę na młyn&quot; swego temperamentu. Kiedy wszystkie dzieci opuściły już dom, zakładając własne rodziny, Ona chce pozostać sama w starym mieszkaniu. Zdawała sobie dobrze sprawę z trudności, jakie mogą powstać we współżyciu. Nie było Jej dane zachowanie niezależności, której pragnęła. Biorąc pod uwagę Jej delikatny stan zdrowia, przy kupnie nowego mieszkania siostra zameldowała Ją u siebie, dając oddzielny pokoik i likwidując stare mieszkanie. Mama nie zrozumiała tego początkowo i przeżyła strasznie.</p>
<p class="justify">Wiem, że ta garść wspomnień nie jeli w stanie ukazać tego, co w Jej życiu było najważniejsze: ustawicznej troski, by spełnić wolę Bożą, by odpowiedzieć na każde Jego zwiastowanie. Przed moim wyjazdem na misje powiedziała mi: &quot;Odmawiaj codziennie Anioł Pański. Nawet gdybyś nie miał czasu na żadną inną modlitwę. Przy jej pomocy zrozumiesz, czego Bóg chce od ciebie&quot;. Widocznie Ona sama tak czyniła. Im więcej w Jej życiu ofiar, tym bardziej wiąże je z Mszą św. W niedzielę nie opuściła jej nigdy, choć w czasie wojny mieliśmy kilka kilometrów do kościoła. Po powrocie z wygnania uczestniczyła we Mszy św. już codziennie. I tak pozostało, jak długo mogła jeszcze chodzić.</p>
<p class="justify">Różne drogi Bóg wybiera ludziom. Jedni służą Mu w radości i uniesieniu. Drudzy w prostocie codziennych spraw, bez wstrząsów. Inni powołani są do cierpienia, do złożenia całopalnej ofiary. Wiele zaufania musiał mieć Bóg do Mamy, skoro wybrał dla Niej właśnie taką drogę. Dzieciństwo i młodość miała wypełnione pracą. Po wyjściu za mąż, gdy wydawało się, że życie zaczyna się do Niej uśmiechać, tracą Rodzice wszystko. Wspólnie przeżywane doświadczenia związały ich ze sobą jeszcze bardziej. Wówczas przez dwa lata musiała pozostać sama. Ojciec wprawdzie powraca, ale role odwracają .się: to Ona musi być dla niego podporą i głową rodziny przez długich osiem lat choroby. Dzieci, którym zupełnie się poświęciła, wszystkie wyszły z domu. Zmęczona życiem, chce teraz pozostać sama i nawet tego nie może. Gdy siostra informuje mnie o negatywnej reakcji Mamy na przeprowadzkę, chcę Jej przyjść z pomocą. Piszę więc do Mamy, że Bóg widocznie chce, by Mu złożyła w ofierze to, co Jej jeszcze pozostało: Jej niezależność. Idę nawet krok dalej. Pamiętając, że zawsze jeszcze nas uważa za dzieci, którymi musi pokierować, piszę, że nam jest potrzebna wolność wyboru, nawet błądzenia, a z Jej strony oczekujemy poparcia w modlitwie. Że cały Kościół potrzebuje Jej wiary, Jej ufności, Jej nadziei, a dla nas, Jej dzieci, najcenniejszym jest to, że żyje między nami, że nas kocha. W pierwszej chwili poczuła się urażona, głęboko dotknięta moim listem. Jednak podczas ostatniego pobytu w Polsce stwierdziłem w Niej olbrzymią zmianę. Dawniej komenderowała z przyzwyczajenia. Teraz stała się cicha, uległa, nie narzucająca swego zdania. Co za niezwykła przemiana!</p>
<p class="justify">Kiedy kreślę na Jej czole znak krzyża, tak jak Ona to kiedyś robiła, czuję, że ogarnia mnie głębokie wzruszenie. Bardziej niż te wszystkie wspomnienia Jej pięknego i dzielnego życia wzrusza walka, którą toczy sama ze sobą. Wzrusza poddanie się działaniu łaski, pragnienie, by nie poskąpić Bogu niczego. Wychodzę, bo cisną mi się łzy, a nie chcę, by Ona je widziała, jak kiedyś nie chciała mi pokazać swoich.</p>
<p class="justify"><strong>Oh, Mamo! Ile ja Tobie zawdzięczam! Dzięki Ci, że właśnie taką jesteś!</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/ks-pawel-piotrowski-tchr-misjonarz-z-brazylii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Świadectwo ks.Radosława o różańcu</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/swiadectwo-ksradoslawa-o-rozancu/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/swiadectwo-ksradoslawa-o-rozancu/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Jan 2009 21:50:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Świadectwa mocy modlitwy różańcowej]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zdrowaśka.pl/?p=79</guid>
		<description><![CDATA[Powiem szczerze, że Różaniec kojarzy mi się z babcią. Ale z moją i to raczej: prababcią. To właśnie ona po raz pierwszy nauczyła mnie modlić się na Różańcu. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="justify">Powiem szczerze, że Różaniec kojarzy mi się z babcią. Ale z moją i to raczej: prababcią. To właśnie ona po raz pierwszy nauczyła mnie modlić się na Różańcu.</p>
<p class="justify">Miałem wtedy chyba 7-8 lat. Pewnego dnia, mam ten obrazek przed oczami do dziś, moja babcia siedziała u siebie w mieszkaniu przy oknie i cos tam trzymała w dłoniach. Oczywiście spytałem: co to takiego. I wtedy po raz pierwszy wziąłem ten drewniany, ciemnobrązowy, wymodlony przedmiot do rąk. Popatrzyłem wtedy dokładnie na ten Różaniec i spytałem babci: skąd wie, jakie modlitwy ma odmawiać? (szukałem czy jest cos napisane na paciorkach <img src='http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> ). I wtedy babcia wytłumaczyła mi jak należy się modlić na Różańcu, jakie modlitwy odmawiać.</p>
<p class="justify">Nie oznacza to, ze od razu zacząłem odmawiać Różaniec. Najpierw Maryja wzięła mnie do Swojej szkoły. Uczyłem się kochać Różaniec poprzez kilkakrotne w tygodniu odmawianie go, które na początku mnie nudziło. Ale to chyba atrybut każdej dobrej szkoły, gdzie pewne ważne rzeczy powtarza się do znudzenia. Uczyłem się rozważania poszczególnych tajemnic. Uczyłem się odczytywania Bożych odpowiedzi na moje pytania. Właśnie w czasie odmawiania tej modlitwy otrzymuję najprostsze odpowiedzi na moje, nie zawsze proste, pytania.</p>
<p class="justify">Nie pamiętam kiedy pokochałem Różaniec. Nie pamiętam też kiedy zacząłem odmawiać go regularnie ale było to chyba na początku szkoły średniej.</p>
<p class="justify">Odtąd Różaniec towarzyszy mi wszędzie. Zawsze nosze go przy sobie i codziennie używam. Rożne miąłem różance: ten od I Komunii, drewniane&#8230; Teraz mam otrzymany od Ojca Świętego w Roku Jubileuszowym. Wierzę, że Różaniec jest silnie powiązany ze świętością osoby, która go pobłogosławiła. Tak zresztą naucza Kościół.</p>
<p class="justify">Od wielu lat staram się odmawiać te Modlitwę codziennie. Przynajmniej jedna cześć. Nie jeden już raz Różaniec pomógł mi w sposób cudowny w życiu. Czuję, że modlę się tak, jak chce Bóg mając w ręku Różaniec. To przecież Jego Matka ukazuje nam się z Różańcem w dłoniach.</p>
<p class="justify">Życzę każdemu, aby pokochał Różaniec.  Jest to miłość z wzajemnością.</p>
<p class="center">ks. Radosław Pawłowski<br />
<a  href="http://www.pawlowski.dk/">www.pawlowski.dk</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/swiadectwo-ksradoslawa-o-rozancu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Różaniec źródłem łask</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/rozaniec-zrodlem-lask/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/rozaniec-zrodlem-lask/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Jan 2009 21:50:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Świadectwa mocy modlitwy różańcowej]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zdrowaśka.pl/?p=77</guid>
		<description><![CDATA[Kenyon Reynolds, inżynier, dyrektor wielkiego przedsiębiorstwa naftowego, urodził się 26 stycznia 1892 r. w USA, w stanie Michigan. Robi świetną karierę, bogaci się niezmiernie, żeni się z katoliczką. W pewnym momencie przestaje widzieć sens w dalszym gromadzeniu majątku, zaczyna już tylko z niego korzystać: podróżuje wiele, jeździ konno, uprawia sport żeglarski.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="justify">Kenyon Reynolds, inżynier, dyrektor wielkiego przedsiębiorstwa naftowego, urodził się 26 stycznia 1892 r. w USA, w stanie Michigan. Robi świetną karierę, bogaci się niezmiernie, żeni się z katoliczką. W pewnym momencie przestaje widzieć sens w dalszym gromadzeniu majątku, zaczyna już tylko z niego korzystać: podróżuje wiele, jeździ konno, uprawia sport żeglarski.</p>
<p class="justify">Jego żona, mimo iż zniechęcana przez męża, pozostaje wierną katoliczką. Kenyon Reynolds powiedział: &quot;Nagroda, którą Kościół katolicki, jak twierdzi, daje, i obietnice Chrystusa, o których Kościół mówi, są tak niezmierne w stosunku do wartości materialnych, że nikt nie może pozwolić sobie na to, by nie podjąć próby starania się o nagrodę wieczną. A nuż bowiem to wszystko, co głosi Kościół i co obiecał Chrystus, jest prawdziwe?&quot;. Do tych myśli, wypowiedzianych przypadkowo w rozmowie towarzyskiej, Kenyon Reynolds później wraca. Prowadzi go to do spotkania z pewnym księdzem, którego wkrótce poprosi o przyjęcie do Kościoła katolickiego. Następuje to 30 czerwca 1933 roku w święto Pawła Apostola.</p>
<p class="justify">Również do jego nawrócenia przyczyniła się Matka Najświętsza. Oto słowa Reynoidsa: &quot;Opis mego nawrócenia nie byłby pełny, gdybym nie wyraził uczucia swojej głębokiej wdzięczności wobec Najświętszej Bogarodzicy Maryi. Ze wstydem muszę wyznać, że prawie do samego mego nawrócenia podzielałem mniemanie protestantów, iż szukanie wstawiennictwa kogoś, w naszych modlitwach do Boga Ojca, jest dowodem słabości.</p>
<p class="justify">Wreszcie jednak zacząłem przyznawać, że my, grzesznicy, jesteśmy słabi i że bardzo potrzebujemy pomocy, jeżeli się zwracamy do Boga. (&#8230;) Wówczas zacząłem rozumieć sens słów, które napisał św. Bernard: &quot;Bóg chciał, byśmy wszystkie rzeczy otrzymali przez Maryję&quot;.</p>
<p class="justify">Zacząłem też podziwiać przeogromną pokorę Tej, która jest jedynym bezgrzesznym członkiem rodzaju ludzkiego; radowałem się, że Chrystus raczy wysłuchiwać Jej wstawiennictwa za tych, którzy pełni ufności do Niej się uciekają. Zrozumiałem też, jak różaniec przez dziecięcą prostotę swych modlitw &#8211; stale powtarzanych, a jednak stale nowych &#8211; uprasza Jej wstawiennictwo za tych, którzy go odmawiają. Byłem wdzięczny, że pokorne odmawianie różańca okazało się we wszystkich czasach najpotężniejszą bronią chrześcijan przeciwko bezbożnictwu, herezji i tyraństwu. I tak różaniec stał się dla mnie i dla moich bliskich coraz większym i coraz bardziej umiłowanym źródłem łask. Nawet niekatolicy, którym poradziłem modlić się do Najświętszej Maryi Panny za pomocą różańca i którzy to czynili, dziękowali mi, że to błogosławieństwo zawitało do ich domu&quot;.</p>
<p class="justify">Kończąc swoją relację, autor sławi Opatrzność Bożą, która go doprowadziła do nawrócenia.</p>
<p class="justify">Podkreśla, że zawdzięczał je modlitwom swej żony. Ona była narzędziem w ręku Boga. Bóg ją zabrał, by jeszcze bardziej złączyć go ze Sobą.</p>
<p class="justify">Reynolds po śmierci żony rozdaje całe swe niemałe bogactwo, w tym posiadłości ziemskie &#8211; i wstępuje do benedyktynów. W 1951 roku przyjmuje święcenia kapłańskie. Ostatnie słowa jego relacji to wezwanie: &quot;Imię Boże niech będzie uwielbione&quot;.</p>
<p class="right">ks.         Józef Orchowski?<em>TRYPTYK RÓŻAŃCOWY?</em> ;         Michalineum 2001</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/rozaniec-zrodlem-lask/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kariera fińskiej &#8222;Miss Świata&#8221;</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/kariera-finskiej-miss-swiata/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/kariera-finskiej-miss-swiata/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Jan 2009 21:49:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Świadectwa mocy modlitwy różańcowej]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zdrowaśka.pl/?p=75</guid>
		<description><![CDATA[Byłam studentką wyższego liceum w Helsinkach, kiedy moi przyjaciele wyrazili życzenie, abym reprezentowała naszą szkołę na konkursie piękności. Bardzo byłam wówczas naiwna i w najmniejszym stopniu nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak daleko może mnie zaprowadzić tego rodzaju impreza. Przedziwne są drogi Opatrzności, która umie nawet z naszych błędów wyprowadzić dobro. Gdy zostałam "Miss Finlandii", a potem wytypowano mnie do wzięcia udziału w konkursie, który miał dokonać wyboru "Miss Świata", nadzieje moje były bardzo skromne: chciałam zdobyć trochę pieniędzy i otrzymać posadę. Najśmielszym moim pragnieniem było dorobienie się fortuny tak wielkiej, bym mogła odbyć podróż dookoła świata.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="center">ATMI KUUSELA OPISUJE SWOJE DZIEJE DUSZY</p>
<p class="justify">Byłam studentką wyższego liceum w Helsinkach, kiedy moi przyjaciele wyrazili życzenie, abym reprezentowała naszą szkołę na konkursie piękności. Bardzo byłam wówczas naiwna i w najmniejszym stopniu nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak daleko może mnie zaprowadzić tego rodzaju impreza. Przedziwne są drogi Opatrzności, która umie nawet z naszych błędów wyprowadzić dobro. Gdy zostałam &quot;Miss Finlandii&quot;, a potem wytypowano mnie do wzięcia udziału w konkursie, który miał dokonać wyboru &quot;Miss Świata&quot;, nadzieje moje były bardzo skromne: chciałam zdobyć trochę pieniędzy i otrzymać posadę. Najśmielszym moim pragnieniem było dorobienie się fortuny tak wielkiej, bym mogła odbyć podróż dookoła świata.</p>
<p class="justify">Gdy wyruszyłam do Kalifornii, jeden z przyjaciół powiedział mi na pożegnanie: &quot;Mamy nadzieję, że wkrótce zabłyśniesz jako aktorka sławniejsza jeszcze niż Ingrid Bergman czy Greta Gar-bo&quot;. Odpowiedziałam szczerze: &quot;Zachowaj mnie, Boże, od czegoś podobnego!&quot;. Nie pociągał mnie świat filmu, obawiałam się bowiem, że dla takiej jak ja dziewczyny &#8211; miałam zaledwie 19 lat &#8211; często mogą zaistnieć nieprzewidziane sytuacje, w których nie chciałabym się znaleźć. Jednakże nawet przez myśl mi nie przeszło, że ta moja podróż stanie się początkiem drogi, która mnie zawiedzie do prawdziwej wiary. Przybywszy do Nowego Jorku, wzięłam udział w przyjęciu wydanym przez redakcje pism dla uczestniczek konkursu w Waldorf Astoria Hotel. Powiedziano mi wówczas, że mogę być pewna, iż uzyskam przynajmniej drugie lub trzecie miejsce. I od razu zaproponowano mi podpisanie kontraktu z filmem i prasą. Na przyjęciu zetknęłam się z Clin z Manili, reprezentantką Filipin. Towarzyszył jej pewien ziomek, młodzieniec &#8211; który&#8230; Ale o tym później.</p>
<p class="justify">Zmęczona etyki etą wielkiego świata, pragnęłam jak najprędzej wrócić do swego mieszkania. W towarzystwie Miss Filipin i owego młodzieńca, który nazywał się Gil, opuściłam w połowie przyjęcie i poszliśmy coś zjeść, miałam bowiem wilczy apetyt. Przy kolacji zawarłam bliższą znajomość z Gilem, który był inżynierem, synem kierownika przedsiębiorstw budowlanych.</p>
<p class="justify">Wbrew obyczajom, przyjętym u ludzi, którzy spotykają się po raz pierwszy, zadał mi wówczas pytanie: &quot;Jakiego pani jest wyznania?&quot;. Zareagowałam bardzo żywo. Natychmiast jednak zauważyłam, że pytanie jest bardzo naturalne i szczere, odpowiedziałam więc, że jestem luteranką. On zaś powiedział, że jest katolikiem i że ma brata, który jest kapłanem w zakonie jezuitów.</p>
<p class="justify">Spotkaliśmy się jeszcze w Long Beach po męczących imprezach, jakie towarzyszyły wyborowi Miss Świata. On był jednym z pierwszych spośród składających mi gratulacje i ofiarował mi wspaniałą wiązankę filipińskich kwiatów, zwanych &quot;Sampagnita&quot;, które specjalnie w tym celu sprowadził samolotem z kraju. Wręczył mi przy tym jeszcze inną wiązankę z paciorków perłowych &#8211; różaniec.</p>
<p class="justify">W następne dni zwiedzałam zakłady kinematograficzne MGM. Ponieważ różaniec nosiłam zawieszony na szyi, zapytywano mnie stale, czy jestem katoliczką. A gdy każdemu z pytających odpowiadałam, że nie, zauważyłam, iż odpowiedź moja budziła w nich zdziwienie i jakby politowanie. Zwróciłam się do Gila, prosząc o wyjaśnienie, dlaczego uważa się mnie za godną politowania z tej racji, iż nie jestem katoliczką. Z odpowiedzi Gila po raz pierwszy w życiu pojęłam, kim jest Opatrzność i czym jest różaniec.</p>
<p class="justify">W nowym swoim położeniu poczułam się bardzo osamotniona. Pragnęłam zawezwać do siebie matkę z Finlandii, ale zrozumiałam, że to jest niemożliwe. Gil polecił mi, bym się modliła do Matki Boskiej, która jest matką wszystkich ludzi i nauczył mnie Pozdrowienia Anielskiego. Wieczorem, oblężona przez fotoreporterów i właścicieli przedsiębiorstw filmowych, zamknęłam się w mieszkaniu i płakałam. Naraz przyszło mi na myśl, żeby na różańcu odmówić pięćdziesiąt razy Zdrowaś Maryjo. Uczyniłam to i zasnęłam ze słowami &quot;Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej&quot; na ustach.</p>
<p class="justify">Nazajutrz Gil zaprowadził mnie do kościoła. Był październik i odprawiała się nowenna do Matki Boskiej Różańcowej. On ukląkł, ja zaś pozostałam w pozycji stojącej i obserwowałam pogodne oblicza obecnych w kościele. Zaproponował mi, byśmy wyszli, ja jednak chciałam obserwować wszystko do końca i wyszłam z kościoła jako ostatnia.</p>
<p class="justify">Spośród wielu złożonych mi wszelkiego rodzaju ofert wybrałam jedynie podróż dookoła świata. Nosiłam się jednak z myślą, że po jej ukończeniu wrócę do Finlandii, by żyć dalej w prostocie i spokoju.</p>
<p class="justify">W Honolulu, gdzie kończył się pierwszy etap mojej podróży dookoła świata, zaczęło mnie dręczyć silne i uporczywe pragnienie, by lepiej zapoznać się z religią. Zatelefonowałam więc do Los Angeles, by porozmawiać z Gilem. Powiedział mi, że będzie na mnie czekał w Tokio.</p>
<p class="justify">Rzeczywiście czekał na mnie na lotnisku, skąd udaliśmy się bezpośrednio do kościoła św. Franciszka Ksawerego. Towarzyszył nam jezuita, O. P. Mahoney. W stolicy Japonii pozostałam cały tydzień. Każdego wieczora spotykałam się z tym kapłanem. Gil powiedział mi, że w Manili mogłabym kontynuować to, co można było nazwać prawdziwym kursem nauki religii.</p>
<p class="justify">Na Filipinach znalazłam się w zupełnie innym otoczeniu. Wszystkie publiczne przyjęcia związane z moją podróżą miały charakter rodzinny i zawsze obecny był na nich ksiądz. Nie brakło też nigdy uroczystej Mszy, na której mogłam bywać wiele razy.</p>
<p class="justify">Pewnego dnia Gil oświadczył mi się, zaznaczając nawiasem że powinnam &quot;poślubić&quot; także jego religię. Byłam skora zgodzić się na małżeństwo, ale Gil nie chciał uczynić tego kroku, zanim nie zostanę ochrzczona. Wówczas oświadczyłam: &quot;Jeżeli chrzest ma być najważniejszym wydarzeniem w moim życiu, to wybiorę dla niego miejsce, gdzie po raz pierwszy powzięłam decyzję przy-r jęcia religii katolickiej, mianowicie pogańskie miasto, Tokio&quot;.</p>
<p class="justify">W Wielkanoc 1953 roku przyjęłam chrzest, a nazajutrz pobraliśmy się. Obecnie jestem najszczęśliwszą matką. Moje szczęście nie może się równać ze sławą, jaką daje tytuł najpiękniejszej kobiety świata. Dopiero z chwilą, gdy zostałam matką, zrozumiałam, co to znaczy zdobyć świat. Ta mała kruszynka w kołysce, która w zupełności zależy ode mnie, naprawdę jest dla mnie całym światem.</p>
<p class="justify">W przeciwieństwie do zwyczajów panujących w dobrze sytuowanych rodzinach mojej nowej ojczyzny, nie przyjęłam niańki, by nie pozbawić się okazji do przeżyć i wzruszeń macierzyńskich w najdrobniejszych szczegółach.</p>
<p class="justify">Amum ma teraz dwa lata. Wszystkiego uczyłam go sama, z moją pomocą nauczył się chodzić, pierwsze słowa angielskiego języka przyswoił sobie z moich ust, ode mnie też nauczył się szczebiotać w języku fińskim.</p>
<p class="justify">Spodziewam się, że będę mogła obdarzyć go siostrzyczką, a potem dam mu wielu braciszków, bo największym szczęściem matki jest, gdy może dawać życie tylu dzieciom, na ile jej tylko Bóg pozwoli.</p>
<p class="justify">Obecnie staram się przyswoić sobie obyczaje nowej ojczyzny. Bardzo mi się podobaj ą nabożeństwa kościelne, które stanowią nieodłączną część całości społecznego życia Filipin. Przyswoiłam sobie także miejscową sztukę kulinarną. Pierwszą potrawą, jaką przygotowałam dla Arnuma, był talerz ryżu, tradycyjny pokarm filipińskich dzieci, który ugotowałam według recepty mojej teściowej.</p>
<p class="justify">Wielka odległość dzieli Filipiny od Finlandii; wiele też dzieli zwykłą gospodynię domową od Miss Świata, ale wcale się tym nie przejmuję, gdy myślę o tym, jak wielkie jeszcze czekają mnie zadania. Mam na myśli wydanie na świat dzieci, dobre ich wychowanie i pomaganie im w spełnieniu zadań, jakie im Bóg zleci.</p>
<p class="right">ks.         Józef Orchowski?<em>TRYPTYK RÓŻAŃCOWY?</em> ;         Michalineum 2001</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/kariera-finskiej-miss-swiata/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Świadectwo Nawrócenia Jana Budziaszka &#8211; perkusisty zespołu Skaldowie</title>
		<link>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/swiadectwo-nawrocenia-jana-budziaszka-perkusisty-zespolu-skaldowie/</link>
		<comments>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/swiadectwo-nawrocenia-jana-budziaszka-perkusisty-zespolu-skaldowie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Jan 2009 21:48:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dstranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Świadectwa mocy modlitwy różańcowej]]></category>
		<category><![CDATA[budziaszek]]></category>
		<category><![CDATA[nawrócenie]]></category>
		<category><![CDATA[skaldowie]]></category>
		<category><![CDATA[świadectwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zdrowaśka.pl/?p=73</guid>
		<description><![CDATA[Historia mojego nawrócenia rozpoczęła się na przełomie marca i kwietnia 1945 r., kiedy miałem w łonie matki około miesiąca. Po aresztowaniu ojca przez UB matka moja została bez środków do życia. Znajomi, a także krewni, doradzali jej, aby usunęła dziecko, ponieważ nawet mojemu bratu - Adamowi, który miał wtedy pięć lat, nie miała co dać jeść. Mama wzięła różaniec do ręki i...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="justify">Historia         mojego nawrócenia rozpoczęła się na przełomie marca i kwietnia 1945         r., kiedy miałem w łonie matki około miesiąca. Po aresztowaniu ojca         przez UB matka moja została bez środków do życia. Znajomi, a także         krewni, doradzali jej, aby usunęła dziecko, ponieważ nawet mojemu         bratu ? Adamowi,</p>
<p class="justify">który miał wtedy pięć lat, nie miała co dać         jeść. Mama wzięła różaniec do ręki i&#8230;</p>
<p class="justify">Wielka         była radość na ulicy Bonarka 5 w Krakowie, kiedy 21 listopada 1945         roku, w Święto Ofiarowanie Najświętszej Maryi Panny, 5,5 ?         kilogramowe stworzenie ujrzało świat.</p>
<p class="justify">W         1947 zapisano mnie do Milicji Niepokalanej (miałem wówczas półtora         roku i nikt nie pytał mnie o zgodę). Na mojej legitymacji członkowskiej,         w miejscu ?Podpis ks. moderatora?, widnieje własnoręczny         podpis o. Maksymiliana Kolbe. Widocznie podpisał kilka in blanco. Wielu         spraw nie rozumiem. Dlaczego właśnie ja?</p>
<p class="justify">Jestem         muzykiem-samoukiem. Z wykształcenia natomiast jestem chemikiem. Gram od         bardzo dawna, lecz swój pierwszy krok uważam za spotkanie z Tomkiem.         Było to w 1966 roku. Lubiłem jazz, prawie codziennie chodziłem do         jazz-klubu przy ulicy św.Marka 15 i słuchałem Tomasza Stańki.         Kiedyś Tomek przebudowywał swoją orkiestrę i potrzebował jakiegoś         ?sparringpartnera?, który by mu pomagał w pracy. Byłem w         pobliżu, spróbowałem więc swoich sił i tak zostałem perkusistą.</p>
<p class="justify">Grałem         przez pół roku ze Stańką. Później, w jakiś dziwny sposób, zgłosił         się do mnie Andrzej Zieliński i powiedział, że szuka bębnisty.         Bardzo się z tego ucieszyłem. Po paru miesiącach edukacji dostałem         się do Skaldów. Wtedy, w 1966 roku, Skaldowie byli bardzo popularni,         tzw. szpica polska. Tam odbywałem długą, kilkunastoletnią naukę u         Andrzeja, który bardzo dużo mi dał jako nauczyciel i przywódca         grupy. Marzyłem jednak cały czas, aby jeszcze grać jazz.</p>
<p class="justify">W         latach 1979-1987 miałem przerwę we współpracy ze Skaldami. Grałem         wtedy m. in. w zespołach takich jak: Playing Family, której byłem także         współorganizatorem, Extra Bali Jarka Śmietany, Kwartet Janusza         Muniaka, Grupa pod Budą oraz z Marylą Rodowicz. Oprócz tego jestem         ?wolnym strzelcem?, tzn. grywam w praktyce ze wszystkimi.</p>
<p class="justify">Szukałem         Boga w wielu różnych religiach, dużo podróżowałem, spotykałem różnych         ludzi. Interesowała mnie zwłaszcza filozofia Wschodu. Może dlatego,         że widziałem na Wschodzie wielki entuzjazm religijny. W Indiach nie         znam innej muzyki poza muzyką sakralną i obrzędową. Prawie wszystko,         co grają Hindusi, jest modlitwą.</p>
<p class="justify">Nie         wiem, jak to się stało, ale w sierpniu 1984 r. zgłosiłem w mojej         parafii NMP z Lourdes w Krakowie, że mogę przenocować u siebie w         mieszkaniu kilku pielgrzymów wyruszających z pielgrzymką krakowską         do Częstochowy.</p>
<p class="justify">Cztery         dni przed planowanym wyjściem zatelefonowano do mnie z pytaniem, czy         nie zgodziłbym się przyjąć wcześniej siedemnastu pielgrzymów z         RFN. Co miałem zrobić? Oczywiście, że przyjąłem. Byłem w domu         sam. Żona z dziećmi wyjechała na wakacje. Przygotowywałem się do         wyjazdu na Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie, gdzie miałem         akompaniować Maryli Rodowicz. Tymczasem pielgrzymi urządzali w moim         domu minifestiwal piosenki religijnej. Od rana ćwiczyli polskie pieśni,         tak że między innymi kilka razy dziennie musiałem wysłuchiwać         ?Schwarze Madonna?.</p>
<p class="justify">Właśnie         ta pieśń zaprowadziła mnie</p>
<p class="justify">Prosto         z pielgrzymki wylądowałem w Operze Leśnej w Sopocie na próbach         festiwalowych.</p>
<p class="justify">I         oto pojawiło się przerażenie. Co ja tu robię?</p>
<p class="justify">Na         pielgrzymce śpiewaliśmy nieczysto, nierówno,         ?niezawodowo?, ale było tam ?coś?, co jest         najważniejsze w sztuce ? miłość do sprawy, którą się chce         przekazać.</p>
<p class="justify">Na         festiwalu zaś było wszystko ?zawodowo?. W większości         przypadków piosenkarzom zależało na tym, aby się podobać i zdobyć         nagrodę. Natomiast treść schodziła jakby na drugi plan. Jeszcze,         jakby na potwierdzenie mojego odkrycia, jedna z piosenkarek (z ościennego         kraju) śpiewała swoją piosenkę, stojąc na głowie. Było to zresztą         jedyny taki przypadek w historii festiwalu sopockiego. Podszedłem do         niej w czasie jej próby, ustawiłem się w podobnej pozycji i patrzyłem         w jej zmęczone oczy. Reżyser festiwalu krzyknął:</p>
<p class="justify">-Panie         Budziaszek, proszę nie przeszkadzać artystce!</p>
<p class="justify">-Chciałem         się tylko dowiedzieć, o co jej chodzi ? odpowiedziałem.</p>
<p class="justify">Ona zaś starała się mnie przekonać, że chodzi jej o lepszy wyraz         artystyczny. Chciałem stamtąd uciekać, ale byłem związany         kontraktem. Zagrałem więc z Marylą, zresztą z wielkim sukcesem,         kilka jej przebojów takich, jak: ?Małgośka?, ?Wsiąść         do pociągu? czy ?Niech żyje bal?.</p>
<p class="justify">Po         tej pierwszej pielgrzymce jeszcze nic nie wskazywało, że zamienię źródło         moich natchnień i alkohol, i marihuanę na tebernakulum i różaniec.</p>
<p class="justify">Następnego         lata (1985 r.) byłem już normalnym pielgrzymem, idącym z plecakiem na         Jasną Górę. Teraz Maryja włożyła mi do ręki różaniec. A stało         się to w ten sposób: ostatni etap pielgrzymki to droga od murów do         kaplicy Matki Bożej. Etap ten trwa nieraz dwie godziny i dłużej. Szedłem         na końcu pierwszej grupy. Druga grupa, polsko-włoska, odmawiała różaniec.         Na przemian po włosku i po polsku. Po powrocie do Krakowa spędziłem         piętnaście dni z kolejnymi tajemnicami różańca. Od rana do wieczora         zbierałem wszystkie przemyślenia i modlitwy związane z tajemnicą         dnia. Od tej pory Różaniec jest dla mnie tą drogą, którą jedni         nazywają drogą do Jezusa, a ja drogą do wolności. Jeszcze się nie         zdarzyło, żeby ten, kto odmawia codziennie pięć dziesiątków różańca,         p roku nie wszedł na drogę do wolności.</p>
<p class="right">ks.         Józef Orchowski?<em>TRYPTYK RÓŻAŃCOWY?</em> ;         Michalineum 2001</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.xn--zdrowaka-rvb.pl/swiadectwo-nawrocenia-jana-budziaszka-perkusisty-zespolu-skaldowie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

<!-- Dynamic page generated in 0.575 seconds. -->
<!-- Cached page generated by WP-Super-Cache on 2012-02-05 21:04:37 -->

