AGNIESZKA HUF


Za kratami spędził prawie połowę swojego życia. Dziś wraca do więzienia w innej roli – przynosi Jezusa tym, z którymi siedział.

Zaczęło się jak wiele takich historii… Krzysiek miał w domu wszystko. A przynajmniej zdecydowanie więcej niż jego rówieśnicy w szarych latach 80. XX w. Pracujący na Węgrzech tata zapewniał rodzinie utrzymanie. Płacili za to jego wieczną nieobecnością w domu. Najwyższą cenę zapłacił Krzysztof.
Najpierw pojawiły się papierosy – już w czwartej klasie. Potem koledzy, wagary, alkohol, kradzieże. Mama przestawała dawać sobie radę z problemami syna. Zaczęła bić… W efekcie chłopak stawał się coraz bardziej hardy, jego zachowanie pogarszało się z miesiąca na miesiąc.

Nie wiedział, czy Bóg istnieje

Pierwszy wyrok dostał, mając 17 lat: dwa lata za kradzieże samochodów. W więzieniu nie odpuszczał.

– W ciągu 11 miesięcy miałem 13 spraw o pobicie innych więźniów. Imponowało mi, że nie dają sobie ze mną rady – wspomina Krzysztof.
W końcu wyszedł na wolność, ale za kraty trafił już po… 36 dniach. Odsiedział 5 kolejnych lat. Wtedy pierwszy raz pomyślał, że chce się zmienić. W tym postanowieniu wytrzymał zaledwie kilka dni, więc już po miesiącu znów wylądował w celi, tym razem z wyrokiem 9,5 roku za napad na dom jednorodzinny.

W celi zaczął ćpać, potem handlować amfetaminą, wreszcie kontrolować handel prochami w całym zakładzie karnym. Jednak tym, co związało go jeszcze mocniej niż narkotyki, była nienawiść do jego wspólnika, któremu upiekło się i pozostał na wolności. To ona towarzyszyła mu od świtu do – często bezsennej – nocy.
Ktoś podarował mu obrazek Jezusa Miłosiernego.

– Wtedy w sumie nawet nie wiedziałem, czy wierzę, że Bóg jest, ale pewnego dnia usiadłem, wziąłem ten obrazek i zacząłem mówić: „Panie Jezu, jeśli jesteś, to chciałbym poznać jakąś kobietę, mieć z nią córeczkę, dałbym jej na imię Wiktoria… Tylko musiałbym ją poznać zaraz po wyjściu na wolność, bo inaczej znów zacznę robić głupoty”.

Największy grzesznik uzyska przebaczenie

Zaczął czytać Biblię, chodzić na więzienne Msze Święte. Przystąpił nawet do bierzmowania, za patrona obierając sobie św. Pawła – nawróconego przestępcę. Zauważył, że nienawiść do
wspólnika powoli, powoli przygasała…

Na wolność wyszedł na początku grudnia i już po kilku dniach poznał Jolę, matkę 10-letniego chłopca. Szybko zamieszkali razem, Jola zaszła w ciążę i urodziła córeczkę, której dali na imię Wiktoria. Marzenia Krzysztofa o rodzinie spełniły się co do joty. Cóż z tego, skoro w jego życiu nie nastąpiła żadna zmiana. Nadal pił, ćpał, potem zaczął bić Jolę.

– Byłem na wolności rok i osiem miesięcy, najdłużej w życiu… A urządziłem wtedy wokół siebie najgorsze piekło. Skrzywdziłem tych, których kochałem – wspomina z goryczą Krzysztof.

Kolejny wyrok – 3,5 roku za znęcanie się nad Jolą i prowadzenie samochodu po pijanemu. Kiedy znów zatrzasnęły się za nim kraty, uświadomił sobie, że dostał wszystko, o co prosił podczas poprzedniej odsiadki – i dokładnie wszystko własnoręcznie zniszczył. Myślał o samobójstwie, ale bał się Bożego gniewu…

W samym środku tej beznadziei w ręce Krzysztofa wpadł skarbczyk z obrazkiem Najświętszego Serca Pana Jezusa i obietnicami, które dał Jego czcicielom. Tam przeczytał, że nawet największy grzesznik, gdy przybliży się do Jego Serca, uzyska przebaczenie. Uchwycił się tego jak ostatniej deski ratunku. Zaczął się modlić, chociaż miał poczucie, że nic się nie zmienia – nadal dręczyła go przeszłość. Kiedy go zamykali, Wiktoria miała zaledwie 8 miesięcy. Jola uznała, że dziecko ma prawo do kontaktu z ojcem i przywoziła ją na widzenia, ale sama nie chciała z nim rozmawiać – powtarzała tylko, że go nienawidzi i nigdy nie wybaczy mu tego, co zrobił.

Więzienna psycholog zaproponowała mu podjęcie terapii w grupie Anonimowych Alkoholików. Początkowo uważał, że to bez sensu, że on przecież nie ma problemu z nałogiem, ale po pewnym czasie odkrył, że to alkohol stał u źródła wszystkich popełnionych przez niego przestępstw. Zaczął uczęszczać na spotkania Anonimowych Alkoholików, realizować program 12 kroków. Trafił na historię człowieka, który cały Wielki Post pościł o chlebie i wodzie.

– Wiedziałem, że post jest czymś, co podoba się Panu Bogu, więc też postanowiłem spróbować. Koledzy nie wierzyli, że dam radę, ale wytrwałem do Wielkanocy. W ten sposób pościłem też w kolejnych latach za kratami.

Jola zaczęła zauważać zmianę, jaka zachodziła w Krzyśku. Na rekolekcjach dla trzeźwiejących alkoholików wysłuchała jego świadectwa i zrozumiała, że ten czas naprawdę jest dla nich szansą.

– Byłam wtedy jeszcze daleko od Boga, wkurzałam się, jak biegał za mną z Biblią – śmieje się dzisiaj.

Pan Jezus dla kumpli z celi

W końcu odsiadka Krzysztofa dobiegła końca. Wyszedł na wolność, zawarli sakrament małżeństwa. Na świat przyszła Jagódka. Potem pod sercem Joli pojawiło się kolejne dzieciątko. Kiedy była w 7. miesiącu, przeżyła szok – okazało się, że zachorowała na toksoplazmozę, która jest niezwykle niebezpieczna dla ciężarnych i ich dzieci. Wyniki pogarszały się z dnia na dzień.

– Uklękliśmy przed obrazem Jezusa Miłosiernego, bo w Piśmie Świętym jest napisane, że jeśli dwóch albo trzech zgodnie o coś prosić będą… No a nas przecież było dwoje. Następnego dnia odebrałam kolejne wyniki: ani śladu toksoplazmozy. Lekarz nie potrafił tego wytłumaczyć –
uśmiecha się Jola, przytulając Piotrusia, który dziś ma już 5 lat.

Z tą historią Krzyśkowi nie było łatwo znaleźć pracę. Miał dom za płotem cmentarza, więc zaczął dorabiać jako grabarz. Mieszkający po drugiej stronie płotu proboszcz często go obserwował. Pewnego dnia wypalił:
– Potrzebujemy kościelnego, chciałbyś nim zostać?
– Proboszczu, ale ja siedziałem w więzieniu…
– To nic! Ile siedziałeś – rok, dwa?
– Dziewiętnaście i pół roku.
– Każdemu trzeba dać szansę…

Krzysiek swoją szansę wykorzystał. Zaczął pracować jako kościelny. Codziennie przygotowywał ołtarz, na którym znajdował się Ten, który go uwolnił. Po kilku latach usłyszał kolejne pytanie: a może chciałbyś zostać szafarzem? I tym razem nie odmówił. 11 marca 2017 r. abp Wiktor Skworc ustanowił go nadzwyczajnym szafarzem Komunii Świętej. Zdarza się, że swoją posługę pełni w zakładzie karnym, w którym spędził część życia.

Podaje Jezusa kumplom z celi. Tłumaczy:
– W tym więzieniu umarłem i narodziłem się na nowo…

Tekst pochodzi miesięcznika Różaniec

Zachęcamy także do odwiedzania strony internetowej pisma www.rozaniec.eu.

O “Różaniec” pytaj w sklepach sieci EMPiK, księgarniach religijnych i parafialnych. Prenumeratę miesięcznika możesz zamówić w Wydawnictwie Sióstr Loretanek: Warszawa, ul. Żeligowskiego 16/20 tel. (22) 673 58 39, e-mail: prenumerata@loretanki.pl

www.loretanki.pl